sobota, 1 sierpnia 2015

Ulubione kosmetyki na lato #

Witajcie! Dawno mnie tutaj nie było, chwilami nawet myślałam, czy jest sens wracać, bo najzwyczajniej nie mam czasu. Ostatecznie jednak sentyment do bloga okazał się silniejszy od natłoku roboty i oto jestem, powróciłam i postaram się nadrobić braki :)
Dziś trochę tak na luzie, o kosmetykach, które lubię na lato. Myślę jeszcze nad drugą częścią tego wpisu, bo tyle produktów pominęłam, że żal byłoby to tak zostawić. Dyniowe serum pod oczy Organique jako jedno z nielicznych, trafia na moją twarz w okresie upałów. Jest lekkie, odżywcze, dobrze współgra z makijażem, a sama aplikacja dodaje skórze ukojenia.
Jak już jesteśmy przy Organique to wspomnę Wam o ich balsamie (Eterrnal Gold), który może okazać się Waszym must have podczas plażowania i letnich imprez. Posiada on małe drobinki rozświetlające i poprawiające optycznie wygląd naszego ciała. Fajny gadżet, gdy chcemy pochwalić się zadbanymi nogami, plecami, czy dekoltem.
Latem mimowolnie rezygnuję z ciężkich szminek i zdecydowanie lepiej się czuję, gdy na ustach mam lekki balsam koloryzujący. Czekoladowo-wiśniowy z Palmers nie dość, że pachnie obłędnie to wygląda naturalnie i kusząco, choć muszę powiedzieć, że cholernie się topi. Jest odrobinę za miękki.
Moim ulubionym serum do ciała z Organique, ale w lato zdecydowanie częściej sięgam po wersje herbacianą. Kosmetyk jest lekki, szybko się wchłania, a do tego zapach to czyste orzeźwienie! 
Wierzę, że letnia opalenizna jeszcze przede mną, ale zdążyłam już wypróbować olejek Flosleku. Ochroni skórę w przyzwoitym stopniu. a konsystencja na pewno nie da nam czuć się niekomfortowo. Polecam szczególnie tym, którym tłuste, ciężkie olejki nie są po drodze. 
Podkład Rimmela Perfect Match podkradłam siostrze i akurat w tym letnim okresie bardzo się z nim polubiłam. Nie obciąża skóry, dobrze się komponuje z naszym naturalnym odcieniem, a w upały nie spływa z twarzy. Współgra z pudrem nie tworząc efektu maski. 
Ostatnim must have letnim jest żel pod prysznic i do kąpieli LPM. Niesamowicie świeży zapach, mega pojemność i niezła wydajność. Radziłabym tylko uważać z nim podczas depilacji. Może podrażnić. ;)

środa, 10 czerwca 2015

Nawilżona skóra bez balsamu - must have na lato

Witajcie po długiej przerwie! Dziś trochę o piankach Organique, których początkowo nie polubiłam.Cały zamysł, zastąpienia nimi zwykłego żelu wydawał mi się może i praktyczny, ale totalnie nieekonomiczny. Posiadam dwie wersje - Grecka / o słodkim, choć stonowanym, niezwykle przyjemnym i uniwersalnym zapachu, oraz Africa / perfumowana, bardzo intensywna i specyficzna. 
Ich pojemność to 100 ml, czyli mało, aczkolwiek w asortymencie Organique znajdziecie też większe. Ta jest idealna na przykład na kilkudniowy wyjazd, kiedy to boimy się wrzucić półlitrowego żelu pod prysznic do walizki, lub po prostu zajmuje zbyt wiele miejsca. Używanie na co dzień pianki, potwierdza wspomniane przeze mnie obawy - jest ona niesamowicie niewydajna. Opakowanie idzie spokojnie w przeciągu trzech, czy czterech dni, ale za to rekompensuje swoim działaniem! 
To kosmetyk wręcz stworzony do skóry suchej, dla której zwyczajne żele pod prysznic są zabójstwem. Pianka tuż po zmyciu jej z ciała, pozostawia na skórze lekki film, który odżywia skórę, sprawia, że jest przyjemniejsza w dotyku, a do tego wygląda zdecydowanie lepiej. W upalne dni będzie natomiast z powodzeniem zastępować balsamy do ciała, które jak same wiecie, potrafią się wchłaniać godzinami. Oszczędzi nam czasu i cierpliwości, dbając o nasz komfort. Wspomnę jeszcze, że warto pamiętać o prawidłowym zakręcaniu opakowania, bo pianki lubią wysychać :) 
A jaki jest Wasz wybór? Lubicie eksperymentować z kosmetykami myjącymi, czy stawiacie na klasykę w postaci mydła lub żelu pod prysznic?