środa, 10 czerwca 2015

Nawilżona skóra bez balsamu - must have na lato

Witajcie po długiej przerwie! Dziś trochę o piankach Organique, których początkowo nie polubiłam.Cały zamysł, zastąpienia nimi zwykłego żelu wydawał mi się może i praktyczny, ale totalnie nieekonomiczny. Posiadam dwie wersje - Grecka / o słodkim, choć stonowanym, niezwykle przyjemnym i uniwersalnym zapachu, oraz Africa / perfumowana, bardzo intensywna i specyficzna. 
Ich pojemność to 100 ml, czyli mało, aczkolwiek w asortymencie Organique znajdziecie też większe. Ta jest idealna na przykład na kilkudniowy wyjazd, kiedy to boimy się wrzucić półlitrowego żelu pod prysznic do walizki, lub po prostu zajmuje zbyt wiele miejsca. Używanie na co dzień pianki, potwierdza wspomniane przeze mnie obawy - jest ona niesamowicie niewydajna. Opakowanie idzie spokojnie w przeciągu trzech, czy czterech dni, ale za to rekompensuje swoim działaniem! 
To kosmetyk wręcz stworzony do skóry suchej, dla której zwyczajne żele pod prysznic są zabójstwem. Pianka tuż po zmyciu jej z ciała, pozostawia na skórze lekki film, który odżywia skórę, sprawia, że jest przyjemniejsza w dotyku, a do tego wygląda zdecydowanie lepiej. W upalne dni będzie natomiast z powodzeniem zastępować balsamy do ciała, które jak same wiecie, potrafią się wchłaniać godzinami. Oszczędzi nam czasu i cierpliwości, dbając o nasz komfort. Wspomnę jeszcze, że warto pamiętać o prawidłowym zakręcaniu opakowania, bo pianki lubią wysychać :) 
A jaki jest Wasz wybór? Lubicie eksperymentować z kosmetykami myjącymi, czy stawiacie na klasykę w postaci mydła lub żelu pod prysznic? 

czwartek, 21 maja 2015

Zakupy z -40% w Rossmannie

...były niesamowicie okrojone :D Od samego początku wiedziałam, że interesują mnie wyłącznie tusze do rzęs i ewentualnie coś do brwi. Coś, czyli nowy żel od Maybelline. Niestety ten w wersji "ciemny brąz" został wykupiony i zostały same transparentne i przeznaczone dla blondynek. Niezadowolona wybrałam na pocieszenie trzy tusze do rzęs i żel od Eveline, z którym nie wiązałam większych nadziei. 
W przepięknym i mega kobiecym opakowaniu tusz Maybelline Lash Sensational podbił serca wielu kobiet. Absolutnie się nie dziwię, bo efektowny wygląd nie jest jego jedyną zaletą. Na rzęsach, nawet tak krótkich, jak moje, prezentuje się naprawdę ładnie i choć na jego recenzje musicie trochę poczekać, to już teraz zdradzę Wam, że spokojnie możecie po niego sięgnąć. 
Nic jeszcze nie mogę powiedzieć o tuszu Rimmela Scandaleyes xxtreme. Leży sobie nowiutki w pudełku i czeka na swoją kolej :D Szkoda było mi go nie wziąć, za niecałe 20 zł. No i ten żywy kolor, Zachęcił mnie bez dwóch zdań :)
Ostatni jest tusz, o którym nie tak dawno Wam pisałam. Wzięłam dosłownie ostatnią sztukę :D Jego nigdy nie za wiele. 
I wspomniany żel Eveline, o którym raczej będziecie mogli poczytać więcej, bo jest niezły! To chyba pierwszy kosmetyk tej marki, z którym tak się polubiłam :) Nie skleja brwi, dosyć mocno farbuje i ogarnia łuk w tempie ekspresowym!

A co Wy upolowałyście podczas promocji?