Mam aktualnie fazę na kosmetyki z Maca, a dokładniej, na ich pomadki. Przeglądam godzinami kolory, aby wybrać te najbardziej moje (fioletowe, fuksje i nude, bez żadnych drobinek, perłowych i metalicznych wykończeń - to Kasi ideały :D). Natomiast Giddy, choć jest kremowa, nie mieni się to trochę nie moja bajka. Zdecydowałam się na nią, bo jej kolor ma dla mnie to przysłowiowe coś. Jest taki delikatny, subtelny, dziewczęcy i kojarzy mi się z latem.
Wykończenie tej pomadki to Lustre - lekko kremowe, tworzące mokrą taflę, średnio kryjące. Cena to standardowo 86 zł.
Łososiowy, naturalny odcień w nienachalny sposób przyciąga uwagę. Idealnie komponuje się z mocnym makijażem oczu i tworzy ładne dopełnienie. Nakłada się na usta bez problemu, nie wysusza, ale też nie nawilża zbytnio. Choć jak wspomniałam średnio kryje, to jednak wystarczająco, by usta wyglądały naprawdę dobrze. Jedna, jedyna rzecz, która sprawia, że nazywam tę pomadę trudną jest jej skłonność do podkreślania wad naszych ust. Lubi wejść w załamania, podkreślić niedoskonałości, zebrać się w nich. Dlatego w zimę możliwe, że nie będzie najlepszym wyborem.
Posiadaczki pięknych, gładkich i zdrowych ust, mogą kupić ją w ciemno! Jest cudowna i przy tym raczej uniwersalna. Ma swoje wymagania, niestety, ale gdy je spełniamy, pomadka rekompensuje nam to upiększając na długo nasze usta!
A które Maczki Wy macie w swojej kolekcji?








