Może nie takie wielkie dla niektórych z Was, ale dla mnie są naprawdę spore, z racji tego, że bardzo rzadko robię katalogowe zakupy. Tym razem postawiłam na pielęgnację powiedziałabym nawet pielęgnację codzienną. Kolorówka kompletnie mnie nie zainteresowała. Szminki i błyszczyki tej marki nigdy nie robiły na mnie wrażenia, zaś cienie choć zawsze darzyłam sympatią, tym razem po prostu okazały mi się niepotrzebne. Jest grudzień, są ważniejsze wydatki :D
Wybrałam sobie peeling, o pięknym, intensywnym, jagodowym odcieniu. O nazwie Amazonian Treasures with brazilian acai and berries. Kosztował 15,99 zł.
Z tej samej serii wybrałam też maseczkę do twarzy. + maseczkę z innej już serii o nazwie Bali Botanica. Każda z nich kosztowała chyba 9,99 zł.
Nie mogło zabraknąć mgiełek do ciała, których jestem wierną fanką. Róża i czekolada oraz śliwka i wanilia. Są słodkie, wyraziste, ciepłe, idealne na zimę. 9,99 zł / sztuka.
Z serii Planet Spa zdecydowałam się też na masełko uniwersalne - do łokci, ust, dłoni i innych przesuszonych miejsc. Pachnie cudownie! Jest gęste, treściwe. Blissfully Nourishing kosztowało 12,99 zł, co jest naprawdę niską ceną. Masełko ma aż 30 g. Jak na tego rodzaju produkt, uwierzcie na słowo, że to sporo.
Z food works skusiłam się na dezodorant do stóp i butów oraz krem do stóp o przepięknym zapachu migdałów (?). Ich ceny wahały się do ok. 10 zł.
Wisienką na torcie były płyny do kąpieli. Pierniczki i Figa z Wanilią. Są obłędne!










