Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inne. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 lutego 2015

Dlaczego nie warto iść do kina na 50 twarzy Greya?

Nie mogło być inaczej. Ja również byłam na tym jakże wyczekiwanym filmie w kinie. Może nie na premierze, bo nie lubię tłumów i mlaskającej pani obok, która nie potrafi jeść cicho popcornu, ale w ciągu tygodnia, gdy sala była niemal pusta, a moje skupienie maksymalne. Bilet kosztował mnie 19 zł i mam w głowie milion sposobów na lepsze spożytkowanie takiej marnej kwoty. Bo muszę przyznać, niemal wszystko byłoby lepsze. Ale od początku. 
Nie trzeba być żadnym znawcą, albo nawet spostrzegawczym widzem, by dostrzec, że film będzie opierać się na kłótniach-seksie-powrocie i tak nieustannie. Akcja toczy się szybko, nawet w sumie nie wiadomo, kiedy to już panna Steele zostaje rozdziewiczona. Można się upierać, że idealnie pasuje do swej roli, ta niewinna twarz, to spojrzenie, te usta, ale ja w niej widzę drugą Bellę z jedną miną. Poza tym warto zauważyć, że Grey jest magiem! Potrafi doprowadzić ją do orgazmu, bez dotykania . Ana - stanowczo za często i w złym momencie jęczy, przyznajcie. 

Pal licho beznadziejną grę Dakoty, przyjrzyjmy się bliżej całej fabule, a właściwie jej braku. Sam zamysł moim zdaniem idealnie wpisuje się w film psychologiczny. Wiecie, taki o młodych chłopcu, wykorzystywanym przez dojrzałą kobietę, uwodzonym, manipulowanym. Jednak niestety w filmie kompletnie to pominięto, to taki drobny epizodzik. Oglądamy całość jako marną komedię, pozbawioną jakichkolwiek emocji. Mimo że Grey i Ana nie należą do tych, co z seksem się nie śpieszą, to ich przygoda okazała się tak interesująca, że zasypiałam. Bo przecież tu oprócz perypetii między bohaterami, kończącymi się seksem, nic się nie dzieje. 
Powiedziałam już o złej grze Dakoty, powiedziałam o płyciźnie, było też o nudzie bijącej z ekranu. Na koniec powiem, że film był przerysowany. Twórcy myślę, że za bardzo chcieli zachęcić widzów i wyszło nieciekawie, komercyjnie, bez wyrazu. Dla mnie zabrakło jakiegokolwiek  portretu psychologicznego Greya, który sprawiłby, że wszystko nabrałoby rąk i nóg. To tak jakby pokazać skutki bez przyczyny. Seks się sprzedaje, oczywiście, ale gdybym chciała obejrzeć film pozbawiony konkretnej fabuły, głębi i sensu, to weszłabym na RT, a nie poszła do kina. I jeszcze zapomniałabym dodać, że to bajka oderwana od rzeczywistości. A co Wy myślicie o tym "fenomenie"? 


niedziela, 4 stycznia 2015

Jędrniejsza skóra? To może Ci pomóc!

Tata nie jest zadowolony, bo w domu zaczęłam obiady robić ja. Dietetyczne. Smaczne, sycące, ale bez zbędnych kalorii. Z większą ilością warzyw. Nikomu to przecież nie zaszkodzi, tylko przyniesie korzyści. Teraz, gdy mam czas dla siebie, a potrwa to niestety miesiąc lub dwa, postaram się zrobić wszystko, co w mojej mocy by wrócić do formy, bo tęsknię za czasami, gdy dzień w dzień chodziłam na siłownię, dokładnie patrzyłam co wkładam sobie na talerz. Ale dziś nie o tym.
Wśród kosmetyków siostry leżały sobie dwie, rzadko kiedy lub wcale używane zabaweczki, których aż szkoda było nie wykorzystać. Otóż bańki chińskie to genialna inwestycja, gdy tylko wiemy, jak ich używać. Kosztują niewiele 20-30 zł, a w opakowaniu mamy zazwyczaj 4 sztuki o różnej wielkości. Na początek zalecane jest używać najmniejszej, a z czasem coraz większych. Oczywiście, cała zabawa nie polega na przyklejeniu bańki do skóry, haha, tu chodzi o masaż bańką. Przyczepiam ją do skóry, zasysamy (przez pierwsze kilka, kilkanaście dni) dosyć lekko i przesuwamy po skórze w kierunku serca. Najlepiej wcześniej posmarować skórę np. tłustą oliwką lub balsamem. Gdy skóra zacznie się zaczerwieniać, należy masaż zakończyć. Polecam Wam filmiki, gdzie zobaczycie, jak prawidłowo wykonywać masaż - KLIK i KLIK. I - KLIK
Efekt ujędrnienia jest gwarantowany, jeśli będziecie systematycznie, minimum co 3 dni wykonywać masaż. Ale uwaga - jeśli macie krwiaki, pęknięte naczynka, bardzo wrażliwą skórę, problemy z krzepliwością krwi lepiej skonsultować to z lekarzem, żeby nie zrobić sobie krzywdy. A siniaki każdy kiedyś miał, więc myślę, że nie ma się czego obawiać, tylko jak już powiedziałam, trzeba chcieć i robić to regularnie.
Kolejną rzeczą, która pomoże nam ujędrnić skórę, ale też zmniejszyć widoczność rozstępów jest DermaRoller. Możemy go kupić za 50 zł, a możemy też za 300. Ja jednak bardziej skłaniam się do tańszej wersji. To tylko "rolka z igłami". Jasne, jakość wykonania jest ważna, ale nie płaćmy za markę. Warto pamiętać, żeby przed każdym użyciem dezynfekować roller. Należy nim delikatnie wbijać się w skórę i regularnie powtarzać "taki masaż". Na pewno jest to bardziej inwazyjna metoda niż masaż bańkami chińskimi, jednak jeśli chodzi o rozstępy, to zdecydowanie częściej zachwalana. Polecić Wam mogę filmik - KLIK, jeśli chcecie dowiedzieć się więcej :)

Ja na razie wybrałam bańki. Nie chcę skóry katować tymi dwoma gadżetami jednocześnie. Jestem zadowolona i z niecierpliwością czekam na jakieś spektakularne efekty, choć oczywiście, zdaję sobie sprawę, że piękna skóra to też zdrowe odżywianie i wylany pot podczas ćwiczeń. 

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Podsumowanie roku 2014 | Postanowienia Noworoczne | WISHLIST styczniowe

Takie kosmetyczne i w sumie niekosmetyczne podsumowanie. Jak myślę o 2014 to niewiele zaświeca się w mojej głowie. Albo działo się tak wiele, albo nic. Inna teoria, działo się tak wiele, że niewiele pamiętam :D W każdym razie jestem wdzięczna, bo od stycznia do końca grudnia moje zdrowie nie ucierpiało, zdałam maturę, stałam się trochę rozsądniejszym, a na pewno odważniejszym człowiekiem. Ale chwila moment od początku....

W 2014...

1. Poszłam do pierwszej w moim życiu pracy, a następnie do dwóch kolejnych. Łącznie za mną trzy prace, i tego rekordu nie chcę akurat pobijać w 2015.

2. Kupiłam też pierwszą szminkę Mac! I był nią kolor Lickable. W tej chwili jestem dumną posiadaczką czterech pięknotek. 

3. Przygarnęłam kotkę i nazwałam ją Brygida. Jest cholernie niegrzecznym kotkiem, ale mimo to skradła moje zimne serce. Oby w przyszłym roku trochę się uspokoiła, hihi. 
4. Dorobiłam się własnej domeny. Wcześniej albo się bałam, albo zapomniałam o tym. A nazwa moodhomme.com brzmi jednak lepiej od moodhomme-kosmeetika.blogspot.com ;)

5. Nauczyłam się obsługiwać statyw hahaha. Wiem, wstyd, ale nie miałam pojęcia jak montuje się aparat do niego... i statyw od dobrych kilkunastu miesięcy robił za wieszak...

6. Poszłam na studia chyba tylko po to by je przerwać. Uświadomiłam sobie, że jedyną rzeczą, którą chcę robić jest malowanie ludzi, upiększanie ich i charakteryzowanie. 

7. Wpadłam też między pociąg a stację. Zawsze się tego obawiałam i w najmniej oczekiwanych momencie zleciałam w dół. Dobrzy ludzie istnieją wszędzie. 

8. Kombinowałam, przyglądałam się, aż w końcu i gra LOL nie stanowi dla mnie problemu. Może nie wiecie, ale jak tylko się wkurzę, mówię lololololol. Jak mogłabym więc nie umieć w LOL'a grać? 

9. Zdradziłam Nike z New Balance, których nigdy wcześniej nie miałam. I teraz sama nie wiem, które są wygodniejsze, sumienie mówi mi, że najeczki :D

10. Ukradziono mi w tym roku telefon. W sumie po prostu go zabrano, gdy zostałam go na chwilę, na dosłownie pół minuty.. Była nią LG L5, którą wciąż kocham i tęsknię. Nie była może wypasiona i droga, ale była moja i miałam w niej niemal wszystko, od moich rymowanek, poprzez smutne cytaty i głupie zdjęcia i przepisy i inne. 


11. W 2014 roku odkryłam moją nową miłość, a jest nią Sitek, Buszu, Bezczel, Kaen, Chada, Zbuku, Kajman, Onar i wielu, wielu innych.  Widać gust muzyczny zmienia się, oj zmienia :D

12. Ten rok jest też dla mnie momentem przełomowych jeśli chodzi o swój wizerunek. Dowiedziałam się, że nie zmienię więcej koloru włosów i zostanę przy czarnym, a także przekonałam się do mega intensywnych szminek i teraz tylko w nich czuję się naprawdę dobrze. 

13. Udało mi się wciągnąć w seriale. Stałam się fanką Spartakusa, Hemlock Grove i oczywiście Czystej Krwi. Po obejrzeniu ostatnich odcinków czułam wielką pustkę!

14.  Piosenką roku jest dla mnie "I see fire". Mogłabym jej słuchać dniami i nocami. I oczywiście "Again" Bruno Mars.

15. Filmem natomiast, a raczej filmami "Zaginiona dziewczyna", "Czarownica", "Gwiazd naszych wina", "Igrzyska Śmierci: Kosogłos", "Zostań, jeśli kochasz", "Dracula, historia nieznana". 

16. Nie wiem czemu, ale przestałam odwiedzać second handy. Koniecznie muszę to zmienić i znaleźć dla nich trochę czasu. 
17. Powiem nieskromnie, że zaczęłam w tym roku robić lepsze zdjęcia :)

Z ciekawszych wydarzeń, myślę, że to wszystko już. Postanowień wiele nie będzie, niektóre zostawię dla siebie, a innych nie jestem pewna..

W 2014 chciałabym...

1. Pójść do szkoły i wyszkolić się na zarąbistą charakteryzatorkę. 
2. Wreszcie zobaczyć góry. Uwierzycie, że jeszcze nigdy nie byłam w górach?!
3. Wrócić na siłownię. Nie wiem, jak mogłam wykluczyć ją ze swojego życia!
4. Dodawać na bloga więcej makijaży, pracować nad jakością zdjęć. 
5. Zrobić prawko :D Strzeżcie się ludzie! :DDD
6.  Przemalować swój pokój. Znudziły mi się te ciemne kolory. 
7. Co do mini remontów, chcę przerobić balkon a takie moje hand made miejsce do robienia zdjęć. Hihi, brzmi strasznie, ale nadaje się idealnie. 
8. Zrobić wypad za granicę! (i odwiedzić Lush..ale nie tylko po to przecież, chcę gdzieś jechać! ;)) 
9. Wciąż prowadzić bloga. 
10. Banalny punkt - być szczęśliwa! Przynajmniej tak, jak w 2014! 


(paletka Naked 3, jakoś dwie pozostałe aż tak mi się nie podobają| słynny bronzer Chanel, perfumy VS Bombshell| rozświetlający puder Mary Lou The Balm | szminka Mac Heroine | Vansy| zegarek Fossil)

I na koniec moja WISHLIST na styczeń. Czy tylko ja, zanim dostanę wypłatę to już zdążę zbankrutować? Haha :)  PS. Na zdjęciach starałam się przedstawić cały rok na blogu :)

wtorek, 23 grudnia 2014

Skóra jak nowa - efekty zabiegu

Kilka dni temu odwiedziłam klinikę BeautymeD, mieszczącą się niedaleko stacji metra Natolin w Warszawie. Trafiłam bez problemu, może dzięki niezawodnej intuicji, a może dzięki sporemu, różowemu, rzucającemu się w oczy szyldowi. Gdy tylko znalazłam się w gabinecie, powitała mnie przemiła Pani dermatolog i przeszłyśmy do formalności. Przyznam, że sposób, w jaki zespół Beautymed traktuje swoich pacjentów robi wrażenie. Profesjonalne, indywidualne podejście, omówienie zabiegu, wykluczenie wszelkich przeciwwskazań, wypełnienie dokumentów.

Po tych wszystkich etapach skierowano mnie do gabinetu, w którym miał odbyć się zabieg o nazwie Endermolift na obszarze twarzy i szyi. Czas jego trwania to ok. 30 minut. Mamy do wyboru różne rodzaje tego zabiegu. Ja zdecydowałam się na rozjaśniający, natomiast jest jeszcze: wyszczuplający, regenerujący komórki, przeciwzmarszczkowy poprawiający kontur twarzy, lifting oczu, ujędrnienie aktywujące produkcję kolagenu. Oczywiście zabieg może być wykonany również na konkretnych partiach ciała w celu ujędrnienia skóry. 

Dla kogo jest zabieg Endermolift? 
- dla osób chcących zredukować i wygładzić zmarszczki
- dla tych, którzy pragną popracować nad swoim owalem twarzy
- dla kobiet marzących o jędrniejszej skórze szyi, dekoltu, twarzy
- dla osób zmagających się z cieniami pod oczami 


Przebieg zabiegu jest kontrolowany komputerowo i w ten sposób przechodzimy przez różne etapy. Każda część twarzy przez określony czas jest masowana głowicą Ergolift, której zadaniem jest zaciskanie skóry i stymulowaniem jej do produkcji elastyny i kolagenu. Taki masaż przyczynia się też do zwiększenia produkcji kwasu hialuronowego o 80%! i elastyny o 46%. 
(tak wygląda gabinet i ekran, na którym kontrolowany jest nasz zabieg/ recepcja)

Do zabiegu użyte są dwie głowice - jedna większa do takich miejsc jak policzki, szyja, druga nieco mniejsza, przeznaczona do "kurzych łapek". Uciskanie skóry nie jest bolesne, ale odczuwalne. Intensywność dobierana jest do rodzaju skóry i rzecz jasna do naszego progu odczuwalności bólu. Zabieg jest niezwykle relaksujący, pół godziny mija w tempie ekspresowym. Dopiero po jego zakończeniu odczuwamy, że coś na naszej twarzy się działo, gdyż skóra jest wyraźnie zaczerwieniona. Jednak wspomnę, że absolutnie nie jest to zabieg inwazyjny. Zaczerwienie schodzi dosyć szybko, a skóra nie jest później podrażniona czy napuchnięta, nic z tych rzeczy. Dodatkowo po zakończeniu zabiegu, na skórę nakładany jest krem nawilżający, dzięki któremu szybciej wraca do normy.

czwartek, 18 grudnia 2014

Prezent na ostatnią chwilę

Nie lubię podsuwać Wam pomysłów na prezenty, bo najnormalniej w świecie nie jestem w tym dobra. Potrafię patrzeć wyłącznie z punktu widzenia kobiety zakręconej na punkcie kosmetyków, butów sportowych i świeczek. A przecież nie każda z nas taka właśnie jest, prawda? :D No właśnie, dlatego odpuszczę sobie propozycje dla Niego. Swojemu tacie kupiłam golarkę elektryczną i ciepłą czapkę, bo ostatnio swoją ulubioną zgubił. I powiem Wam szczerze, że prezenty dla facetów kojarzą mi się z jednym słowem - pożyteczne. Czapka, golarka do twarzy, czy włosów, szalik, bluza, zestaw kosmetyków, komplet narzędzi do wina, dla młodszych - może jakaś wymarzona gra? Jak się trochę zastanowimy, co naprawdę się przyda, mamy potencjalny problem z głowy. Ale co dla Niej? 


Dla Niej do 50 zł 
Jak byłam młodsza, to budżet miałam nieźle okrojony na prezenty. Dopiero jak zaczęłam zarabiać pieniądze, mogę obdarzyć rodzinę czymś droższym. Ale zawsze wiedziałam, że cena nie jest tutaj słowem kluczowym, bo za 200 zł można kupić totalny niewypał i za 30. I odwrotnie. Mając max. 50 zł na prezent, zdecydowałabym się na następujące rzeczy: 

1. Dobrą książkę. Czytamy zawsze. To prezent uniwersalny, zawsze przydatny. Pozycje, które proponuję to - poradnik Anwen (mam wrażenie, że jest jedną z nielicznych blogerek, której udało się wydać coś dobrego), "W śnieżną noc", "Więzień nieba", czy "Zaginiona dziewczyna", a może "Zostań, jeśli kochasz" dla siostry lub koleżanki? 

Co jeśli nie tak oczywisty prezent? Paletka magnetyczna Inglota! (na 10 cieni - 21 zł!). Na pewno ucieszy niejedną kobietę i da możliwość skomponowania odcieni, jakie tylko się nam zamarzą. Poza tym, mamy do wyboru również większe i mniejsze palety - do cieni, róży, podkładów, eyelinerów. Kolejnym moim pomysłem jest futrzany komin z Mohito. Nie ma jeszcze wielkich mrozów, ale śnieg może się pojawić w każdej chwili. Jest cieplutki i mega elegancki! (49,99 zł). I sama taki mam! Warto zwrócić też uwagę na kosmetyki Organique, a w szczególności na zachwalaną maskę do włosów Anti-Age.

niedziela, 7 grudnia 2014

Gorąca recenzja - czyli kolejna po Chodakowskiej

W sumie i do Chodakowskiej, i do Lewandoskiej zupełnie nic nie mam. Fakt, często odnoszę wrażenie, że ich odbiorcy to jakaś wielka sekta, ale jeśli mają robić coś dobrego, to nie można się do nich przyczepiać. Książki Ewki nie miałam nawet w ręku, natomiast "Żyj zdrowo i aktywnie" przeczytałam tylko i wyłącznie dlatego, że nadarzyła się taka okazja "za darmo". Kasy na pewno bym w ten sposób nie spożytkowała, bo wychodzę z założenia, że jak się chce schudnąć, to się schudnie i bez rad kobiet odciętych od rzeczywistości, a jeśli tylko bujamy w obłokach i opowiadamy o swoich marzeniach, to nie narzekajmy na kolejną fałdkę na brzuchu. 

Może przejdę sobie do minusów. Po pierwsze, mi ciężko wyobrazić sobie odbiorców tej książki. Jak leżysz na kanapie i jesz za dwóch, to po przeczytaniu "Żyj zdrowo i aktywnie" twoja sylwetka się nie zmieni. A skoro ćwiczysz i kontrolujesz swoje posiłki, to nie potrzebujesz rad gwiazdki, która wcale lepiej nie wie od ciebie, co ci sprzyja, co nie, co lubisz jeść, co powinnaś jeść, w jaki sposób masz ćwiczyć, żeby nie nadwyrężyć np. kolana. Odrobina obserwacji swojego ciała, swojego nastroju i sama znjdziesz odpowiedź na te pytania, a za 35 zł kupisz 5 kg warzyw i zgrzewkę dobrej wody. Ale to moje zdanie - załóżmy, że masz inne i wierzysz, że książka może pomóc..

Pod względem estetycznym jest naprawdę dobrze. Ładne, duże zdjęcia, czytelna czcionka, wyraźne hasła. Okładka też niezła. Przechodząc obok regałów z książkami, można zwrócić uwagę akurat na tę. Znajdziemy w niej wiele przepisów, wskazów i rad - moim zdaniem niestety powtarzających się, przewijających setki razy w programach telewizyjnych, w tanich czaspoismach i portalach. 

Owszem można się złapać na gadkę o równowadze między odżywianiem, a aktywnością fizyczną, o znaczeniu dobrej kondycji psychicznej dla człowieka..ale to wszystko my przecież wiemy. Za mało dostrzegam w tej pozycji konretnych przykładów, konkretnej treści, za dużo natomiast wspomnianych haseł mających na celu motywowanie czytelników. Tylko jak można kogoś zmotywować nie tłumacząc mu sensu takiego i takiego postępowania? Lubię się w książki zagłębić, w tej po prostu się nie da. Być może w pełni rozumie ją tylko autorka. 

Wspomnę też, że zdecydowanie przeważają wskazówki dotyczące odżywiania, a osobiście wolałabym poczytać nieco więcej o aktywności fizycznej. Najważniejsze pytanie - warto kupić? Oczywiście, że nie! Skromnię stwierdzam, że niczyjej wiedzy na temat zdrowego trypu życia, książka ta nie poszerzy. Nie mam do niej jakiegoś sensownego porównania, ale powiem, że już lepiej chyba objerzeć sobie filmiki Chodakowskiej i "z nią" poćwiczyć, niż czytać setny raz to samo. Nuda. 

poniedziałek, 24 listopada 2014

Moja metamorfoza rzęs

Nie wiem, czy to już TEN moment, aby pokazać, jak zmieniły się moje rzęsy. Chcę więcej i więcej. Jeszcze gęstsze, jeszcze dłuższe, ale obecny efekt naprawdę mnie zadowala. Chwilami aż nie wierzę, że bez wydawania kilku stów, bez doczepiania, mogę mieć taką ozdobę na powiekach. 

Na pewno znajdą się osoby, które stwierdzą, że różnica jest mała, ba, może nawet są tacy, którzy powiedzą, że nie ma żadnej. Ja natomiast widzę ogromną i tylko to się liczy.

STYCZEŃ 2014
bez tuszu / z tuszem
Teraz w najlepszym wydaniu wyglądają tak. A co takiego zrobiłam? 

LISTOPAD 2014

zdjęcia z tuszem. PS.Zauważyłam też, że moje brwi nieco się zagęściły, co ogromnie mnie cieszy!


Pierwszą zmianą był demakijaż. Zmywam tusz codziennie, nawet gdy ucinam tyko półgodzinną drzemkę. Co najważniejsze wacikiem ŚCIĄGAM tusz w dół. Kiedyś zawsze po prostu oczy przecierałam przez co wiele rzęs mi wypadało. Ale myślałam, że tak lepiej, bo szybciej.. Minął miesiąc, dwa, i nadszedł szok, bo nie myślałam, że taka drobnostka, tak mała zmiana, może wpłynąć w tak wielki sposób. Wtedy wciągnęłam się w dbanie o rzęsy bardziej. Często nakładam na nie dobre pomadki do ust, olejki, masełko do ust Nuxe. Wspomnę, że zdarzało i zdarza mi się też zmywać tusz łagodnym, choć treściwym kremem do twarz/ żelem arnikowym. 

W skrócie:
- demakijaż zawsze w dolnym kierunku - tusz zostaje ściągnięty a nie wytarty z rzęs
- łagodne płyny do demakijażu, lub demakijaż delikatnym kremem do twarzy 
- regularne stosowanie odżywek (4-5 razy dziennie) 
- dokładna aplikacja odżywek i rozczesywanie rzęs 
- cierpliwość :)

Obecnie stosuję odżywkę Regenerum i jestem z niej bardzo zadowolona. Jak skończę opakowanie na pewno przeczytacie o niej obszerną recenzję. Niemożliwe, stało się u mnie możliwym. Miałam całe życie marne rzęsy - jasne, jakby przypalone, cienkie i rzadkie. Nie widziałam dla nich ratunku i pewnie dlatego zupełnie nie chciało mi się o nie dbać. Teraz są dni, że maluję tylko rzęsy tuszem i policzki różem i czuję się odstawiona na bóstwo :DDD

sobota, 15 listopada 2014

Nowe woski na zimę

Miałam wolny dzień. Spałam do 12, robiłam w ekspresowym tempie zdjęcia, zjadłam pakę chipsów, naoglądałam się serialu, tworzyłam posty na przyszły tydzień, sprzątałam w szafie.. Miałam wolny dzień? Niby tak, a niby wcale. Nie dowierzam znowu, że praca, choć pochłania całą energię, paradoksalnie nadaje siły i porządkuje życie. Im mniej czasu, tym lepiej go wykorzystasz. 

Zakupy w Świecie Zapachów na Dworcu Centralnym (Warszawa) robię zawsze. Wprawdzie nigdy nie poszalałam na tyle, by kupić gigantyczną świecie, albo po prostu odpowiada mi konwencja kominków, fakt faktem - z woskami za każdym razem wracam. Przez internet nie polecam ich kupować. Czasami opis zapachu, a jego rzeczywista woń to niebo i ziemia. 

Zdecydowałam się na 5 wosków. Wybierałam je z myślą o nadchodzącej zimie, nie ukrywam, ale pewnie przed końcem roku upoluję jeszcze kilka tych typowo świątecznych. 

Mango Peach Salsa otula bardzo ciepłą nutą. Czujemy dominujące mango połączone z brzoskwinią, z dodatkiem pikantnej salsy. Nie jest to przesłodzony, typowy owocowy zapach. Nie, nie, ten jest zdecydowanie głębszy, wprost stworzony na późne wieczory. 

Pink Dragon Fruit. Nad Smoczym Owocem długo się zastanawiałam, bo nie jest to nic specjalnego. W żaden sposób mnie nie zaskakuje. Słodki, owocowy, dosyć subtelny, nieporównywalny, a przy tym jakiś taki oczywisty.. 

Wild Fig był za to zaplanowany od samego początku!Wiedziałam, że muszę z nim wrócić do domu. Jest jak dojrzała łyżka konfitury z figi. Niemdłej, niecukierkowej, intensywnej i głębokiej. 

Snowflake Cookie to sama słodycz. Lukier, niesamowicie kruche, urocze, różowe ciasteczka, którym nie możemy się oprzeć. Przyciąga od razu, choć nie zatrzymuje na dłużej. Jest zabójczo mdlący.

Cranberry Pear to gruszka zdominowana przez żurawinę, a może odwrotnie? W sumie, nie jestem pewna, jak jest z tym woskiem. Wyczuwam w nimi jedno i drugie, w podobnych proporcjach. Dziwne połączenie, a trafne. Orzeźwiająca,słodka gruszka dobrze komponuje się z lekko kwaśną żurawiną. To nie kolejny owocowy zapach. 

To moja piątka na najbliższy czas, ale dziś tak naprawdę, naprawdę mam ochotę na świeże, chłodne już powietrze dochodzące do mnie z uchylonego okna. Udanego wieczoru i czekam na Wasze propozycje wosków. Na które warto zwrócić uwagę? 

środa, 5 listopada 2014

Moje eksperymenty z sodą oczyszczoną - skóra, włosy i zęby. Prawda czy mit?

O sodzie możemy przeczytać naprawdę wiele artykułów. Jedni przed nią ostrzegają, inni zbyt pochopnie zachwalają. Z racji tego, że lubię eksperymenty na własnej skórze, postanowiłam sprawdzić, jak działa nie tylko podczas szorowania brudnych naczyń, ale też w kontakcie z włosami, ciałem i oczywiście - zębami. Obyło się bez podrażnień i innych skutków ubocznych, uff. 

Soda a zęby. Wybiela? Prawda
Dodając odrobinę sody do pasty, możemy liczyć na wybielenie zębów. Jednak istnieje haczyk. Jest to efekt naprawdę krótkotrwały i chyba niewarty zachodu. Soda zdejmie osad z płytki zęba, dokładnie oczyści, lekko wybieli, ale żeby cieszyć się białymi zębami musiałybyśmy jej używać codziennie, co byłoby głupim pomysłem i w przyszłości z pewnością byśmy żałowały. Może raz na jakiś czas, przed większym wyjściem, gdy malujemy usta czerwoną szminką i zależy nam na bieli zębów..może.. sporadycznie. 

Soda a oczyszczanie włosów? Prawda
Raz na dłuższy okres czasu łyżka sody wymieszana z szamponem, kremem do włosów, odżywką pomoże nam porządnie oczyścić włosy, dzięki czemu następnie nakładane kosmetyki będą lepiej w nie wnikać. Przy regularnym stosowaniu soda zamiast pomóc, zaszkodzi, okropnie włosy wysuszając. 

Soda jako peeling? Prawda
Najlepiej soda sprawdziła się w moim przypadku na twarzy, dodana do treściwego kremu. Taka forma peelingu sprawiła, że skóra została nie tylko oczyszczona, ale też matowa i przyjemniejsza w dotyku. Dodam, że mam skórę wrażliwą i nie zauważyłam żadnych podrażnień. Ze wszystkim trzech eksperymentów ten uważam za najbardziej udany i satysfakcjonujący mnie w stu procentach. Raz na tydzień, czy dwa, peeling sodowy wchodzi do mojej pielęgnacji twarzy. 

Ze swojej strony potwierdzam działanie sody zarówno na skórę, włosy jak i zęby. Myślałam, że znajdę jakiś mit, ale nie.. Soda oczyszcza bez względu na miejsce, w jakim wyląduje.  

środa, 29 października 2014

Linkuję - ciekawe posty na innych blogach

Ciężki etap w mym życiu nastał i brzmi on - co zamierzasz zrobić ze swoim życiem, ale pomału zaczynam się określać i działać. Nic samo nie przychodzi, a jak przyjdzie, to szybko odejdzie, więc uzbrajam się w cierpliwość i samozaparcie. Działam i nie daję za wygraną, nie słucham rad. 

Dziś nie marudzę, nie oceniam kosmetyków, dziś linkuję to, co zaciekawiło mnie u Was. Odruchowo spojrzałam na swoje stopy po przeczytaniu, a właściwie w trakcie tekstu pokaż mi stopy, a powiem Ci kim jesteś. Odsłona mankamentów pozornie zadbanych kobiet, strzał w dziesiątkę. 

Pozazdrościłam też tym, którzy potrzebują wizytówek , och ile ja bym miała pomysłów! Autorka bloga wie, jak zainspirować twórczych leniuchów, a to co potrafi stworzyć jest po prostu piękne. 

Dynie są wszędzie, a Wy macie już swoją? Mi w tym roku wyszła tak straszna, że aż śmieszna, mówiąc poważnie - 6-latek zrobiłby ładniejszą, aż żałuję, że nie przerobiłam jej na dyniowy syrop, przynajmniej do czegoś by się nadawała, a tak - nie pełni nawet funkcji ozdobnej :D

Zaczęłam bardziej przyglądać się swojej twarzy i dostrzegłam w niej coś, o czym mówiła autorka bloga Azjatycki Cukier. Girlandy to dokładnie to, co mam, a czego nazwać nie potrafiłam. Bez nich zdecydowanie moja twarz, wyglądałaby lepiej, dlatego chyba pora z nimi walczyć..

Na koniec, zachęcam Was do obejrzenia horroru Obecność i zapoznania się z Warrenami, którzy zajmowali się przypadkami paranormalnymi. Naprawdę - można się w ten temat wciągnąć. 

A co Wy ciekawego przeczytałyście dziś? :)

piątek, 24 października 2014

Zrób dziś coś pożytecznego

Długo się zbierałam z tym, ale dziś już mogę zaprosić Was na stopniowy zarys mojego drugiego bloga pozytecznie.blogspot.com. Cały zamysł tkwi w drobnych czynnościach, które wykonujemy codziennie. Chodzi mi o pewne wybory - kupić, czy zrobić, wrzucić do mikrofalówki, czy poeksperymentować w kuchni, poszperać w lumpeksie, czy zamówić z sieciówki. Chciałabym, żeby ten drugi blog był zupełnie odcięty od kosmetyków, żeby był bardziej o mnie. O sprawach tylko pozornie nieistotnych.
Dajcie mi trochę czasu na rozkręcenie się, a mam nadzieje, że podołam i poprowadzę dwa blogi. 

czwartek, 16 października 2014

Ekstremalny tydzień

Chyba każdemu zdarza się ten gorszy dzień. Albo tydzień. Ten rozpoczął się u mnie od samych stresów związanych ze studiami. Dla mnie to czarna magia, mnóstwo sal, jeszcze więcej ludzi, jeszcze więcej przedmiotów. Nie wiem, czy kiedykolwiek to ogarnę. W każdym razie - dziś jadąc na uczelnię, pociągiem, miałam mały wypadek i siedzę teraz z obitymi nogami. Jakimś cudem pociąg nie ruszył i mnie nie zmiażdżył, ale za to adrenalina skoczyła mi na maksa i 16 października zostanie w mojej pamięci na długo. Jednak, żeby nie było, że spotykają mnie same tragedie, wspomnę też, że wczoraj miałam pierwszą hospitację w szkole dla dzieci niepełnosprawnych umysłowo. Żałuję, że byłam tylko obserwatorem. I choć w pewnym stopniu moja głowa odpłaca za takie spotkania długimi rozmyśleniami, nie mogę się doczekać kolejnych. To zbliżą o ten jeden mały kroczek do realizowania się w zawodzie pedagoga. Bo przecież inaczej jest mijać kogoś na ulicy, a inaczej spędzić z nim czas podczas normalnych, codziennych zajęć. 

Jeśli chodzi o życie kosmetyczne typowej blogerki, to bez szaleństw. Jakoś nie mogę skupić się na testowaniu nowych rzeczy, sięgam po te swoje sprawdzone, nie wypatruje nowości. Zapewne przy najbliższym dopływie finansowym to się zmieni, ale jak na razie spodziewajcie się kilku recenzji gościnnych, między innymi kremu BB, kremu do twarzy marki Apis, pierwszy raz na blogu i ciekawego zabiegu, jakim jest mikrodermabrazja zarówno na ciało, jak i na twarz. 

Na poprawę jesiennego wieczoru mogę polecić Wam piwo :D A jeśli nie macie ochoty, to chociaż naleśniki z Biedronki ze szpinakiem i serem. Ja szpinaku nie lubię, tak w tym wydaniu jest naprawdę super. No i sałatki - chyba trochę nad nimi popracowali :)

I kończąc już, zapraszam wkrótce na recenzję hitu, płynu micelarnego Bebeauty. 
Ale także szamponu Biovax, z serii keratynowej. 
Kremu do rąk, dla miłośniczek miodu prosto z TBS.
Oraz na moje wrażenia z eksperymentów z sodą. 


Miłego wieczoru!

środa, 17 września 2014

Co się dzieje ?!

Ostatnio w moim życiu nastąpiły pewne zmiany. Odeszłam z pracy, postanowiłam znaleźć coś innego, zmieniłam zdanie i wybrałam też studia; państwowe, dzienne przy niewielkich naciskach rodziny. Swoją edukację chciałam zakończyć na maturze, myślałam, że nigdzie się nie dostanę, bo świadectwo dojrzałości wygląda dość opłakanie. Najwyraźniej w tym roku matura nie tylko mi poszła naprawdę przeciętnie. Rano wróciłam z Sopotu a popołudniu zalogowałam się do systemu i zobaczyłam radosny, zielony napis - kandydat zakwalifikowany. Cóż, teraz nie pozostaje mi nic innego, jak planować specjalizacje, a później kolejne studia :DDD  Żarcik. 

W moich planach została już tylko praca, ale nie śpieszę się  jej znalezieniem. Teraz bardziej chce się skupić na sobie, na blogu, na szkole. Los jest dla mnie łaskawy i wszystko dzieje się po mojej myśli. 

Wrzucam kilka zdjęć z mojego ulubionego miasta - tuż po Warszawie. Kocham Sopot!




czwartek, 10 lipca 2014

Małe wielkie odkrycie

Witajcie! :) Dziś mam dzień wolny od pracy, więc mogę porządnie się wyspać i nadrobić zaległości związane z blogiem. Zamierzam pstrykać, pstrykać i jeszcze raz pstrykać zdjęcia. Oby dobre światło mi na to pozwoliło. Tym razem nie będę mówić o kosmetykach. Jakiś czas temu postanowiłam zabrać ze sobą właśnie do pracy jakiś "obiad". Coś co nie będzie batonem, lub innym zapychaczem. Rzadko kupuję takie gotowe produkty w sklepach, gdyż nie wiadomo, co tak naprawdę w nich jest, ale obok tych sałatek przejść obojętnie nie potrafiłam. Wyglądają mega apetycznie i są naprawdę sycące. No i skład  - prosty, czytelny, dla każdego laika interesującego się zdrową żywnością. 

Nie znajduje się w nich nic innego, oprócz warzyw, makaronu i kurczaka, bądź tuńczyka. Kosztują ok. 8,5 zł, co jak na w miarę solidny posiłek, nie jest dużo. Czy smaczne? Zdecydowanie tak, może nie jest to wykwintne danie, jednak z pewnością zjadliwe :)

Moją uwagę zwróciły też zupy, które pokazywałam Wam na Facebooku. Nigdy wcześniej ich nie widziałam i niestety nie zrobiłam im własnego zdjęcia. Próbowałam tej z marchwi i z pomidora i z czystym sumieniem mogę polecić. Skład mają naprawdę dobry i faktycznie wybierając taką zupkę jemy warzywa. Kosztują również 8,5 zł, ale są warte takiej ceny. Plus też oczywiście za fajne, praktyczne opakowania!


Osoby, które mieszkają w Warszawie koniecznie powinny docenić podziemia Dworca Centralnego, kryją się tam bardzo ciekawe miejsca. Chociażby Świat Zapach, w którym dostaniecie woski do kominków, czy właśnie zwykły, niepozorny market, w którym robię zakupy. Zwróciłam na niego szczególną uwagę, gdyż znajdziecie tam prócz produktów o których wspomniałam, oleje - kokosowy, sezamowy, masło sezamowe, migdałowe (idealne do peelingu), wiele produktów z kategorii zdrowa żywność.