Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czas wolny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czas wolny. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 lutego 2015

Dlaczego nie warto iść do kina na 50 twarzy Greya?

Nie mogło być inaczej. Ja również byłam na tym jakże wyczekiwanym filmie w kinie. Może nie na premierze, bo nie lubię tłumów i mlaskającej pani obok, która nie potrafi jeść cicho popcornu, ale w ciągu tygodnia, gdy sala była niemal pusta, a moje skupienie maksymalne. Bilet kosztował mnie 19 zł i mam w głowie milion sposobów na lepsze spożytkowanie takiej marnej kwoty. Bo muszę przyznać, niemal wszystko byłoby lepsze. Ale od początku. 
Nie trzeba być żadnym znawcą, albo nawet spostrzegawczym widzem, by dostrzec, że film będzie opierać się na kłótniach-seksie-powrocie i tak nieustannie. Akcja toczy się szybko, nawet w sumie nie wiadomo, kiedy to już panna Steele zostaje rozdziewiczona. Można się upierać, że idealnie pasuje do swej roli, ta niewinna twarz, to spojrzenie, te usta, ale ja w niej widzę drugą Bellę z jedną miną. Poza tym warto zauważyć, że Grey jest magiem! Potrafi doprowadzić ją do orgazmu, bez dotykania . Ana - stanowczo za często i w złym momencie jęczy, przyznajcie. 

Pal licho beznadziejną grę Dakoty, przyjrzyjmy się bliżej całej fabule, a właściwie jej braku. Sam zamysł moim zdaniem idealnie wpisuje się w film psychologiczny. Wiecie, taki o młodych chłopcu, wykorzystywanym przez dojrzałą kobietę, uwodzonym, manipulowanym. Jednak niestety w filmie kompletnie to pominięto, to taki drobny epizodzik. Oglądamy całość jako marną komedię, pozbawioną jakichkolwiek emocji. Mimo że Grey i Ana nie należą do tych, co z seksem się nie śpieszą, to ich przygoda okazała się tak interesująca, że zasypiałam. Bo przecież tu oprócz perypetii między bohaterami, kończącymi się seksem, nic się nie dzieje. 
Powiedziałam już o złej grze Dakoty, powiedziałam o płyciźnie, było też o nudzie bijącej z ekranu. Na koniec powiem, że film był przerysowany. Twórcy myślę, że za bardzo chcieli zachęcić widzów i wyszło nieciekawie, komercyjnie, bez wyrazu. Dla mnie zabrakło jakiegokolwiek  portretu psychologicznego Greya, który sprawiłby, że wszystko nabrałoby rąk i nóg. To tak jakby pokazać skutki bez przyczyny. Seks się sprzedaje, oczywiście, ale gdybym chciała obejrzeć film pozbawiony konkretnej fabuły, głębi i sensu, to weszłabym na RT, a nie poszła do kina. I jeszcze zapomniałabym dodać, że to bajka oderwana od rzeczywistości. A co Wy myślicie o tym "fenomenie"? 


niedziela, 7 grudnia 2014

Gorąca recenzja - czyli kolejna po Chodakowskiej

W sumie i do Chodakowskiej, i do Lewandoskiej zupełnie nic nie mam. Fakt, często odnoszę wrażenie, że ich odbiorcy to jakaś wielka sekta, ale jeśli mają robić coś dobrego, to nie można się do nich przyczepiać. Książki Ewki nie miałam nawet w ręku, natomiast "Żyj zdrowo i aktywnie" przeczytałam tylko i wyłącznie dlatego, że nadarzyła się taka okazja "za darmo". Kasy na pewno bym w ten sposób nie spożytkowała, bo wychodzę z założenia, że jak się chce schudnąć, to się schudnie i bez rad kobiet odciętych od rzeczywistości, a jeśli tylko bujamy w obłokach i opowiadamy o swoich marzeniach, to nie narzekajmy na kolejną fałdkę na brzuchu. 

Może przejdę sobie do minusów. Po pierwsze, mi ciężko wyobrazić sobie odbiorców tej książki. Jak leżysz na kanapie i jesz za dwóch, to po przeczytaniu "Żyj zdrowo i aktywnie" twoja sylwetka się nie zmieni. A skoro ćwiczysz i kontrolujesz swoje posiłki, to nie potrzebujesz rad gwiazdki, która wcale lepiej nie wie od ciebie, co ci sprzyja, co nie, co lubisz jeść, co powinnaś jeść, w jaki sposób masz ćwiczyć, żeby nie nadwyrężyć np. kolana. Odrobina obserwacji swojego ciała, swojego nastroju i sama znjdziesz odpowiedź na te pytania, a za 35 zł kupisz 5 kg warzyw i zgrzewkę dobrej wody. Ale to moje zdanie - załóżmy, że masz inne i wierzysz, że książka może pomóc..

Pod względem estetycznym jest naprawdę dobrze. Ładne, duże zdjęcia, czytelna czcionka, wyraźne hasła. Okładka też niezła. Przechodząc obok regałów z książkami, można zwrócić uwagę akurat na tę. Znajdziemy w niej wiele przepisów, wskazów i rad - moim zdaniem niestety powtarzających się, przewijających setki razy w programach telewizyjnych, w tanich czaspoismach i portalach. 

Owszem można się złapać na gadkę o równowadze między odżywianiem, a aktywnością fizyczną, o znaczeniu dobrej kondycji psychicznej dla człowieka..ale to wszystko my przecież wiemy. Za mało dostrzegam w tej pozycji konretnych przykładów, konkretnej treści, za dużo natomiast wspomnianych haseł mających na celu motywowanie czytelników. Tylko jak można kogoś zmotywować nie tłumacząc mu sensu takiego i takiego postępowania? Lubię się w książki zagłębić, w tej po prostu się nie da. Być może w pełni rozumie ją tylko autorka. 

Wspomnę też, że zdecydowanie przeważają wskazówki dotyczące odżywiania, a osobiście wolałabym poczytać nieco więcej o aktywności fizycznej. Najważniejsze pytanie - warto kupić? Oczywiście, że nie! Skromnię stwierdzam, że niczyjej wiedzy na temat zdrowego trypu życia, książka ta nie poszerzy. Nie mam do niej jakiegoś sensownego porównania, ale powiem, że już lepiej chyba objerzeć sobie filmiki Chodakowskiej i "z nią" poćwiczyć, niż czytać setny raz to samo. Nuda. 

sobota, 15 listopada 2014

Nowe woski na zimę

Miałam wolny dzień. Spałam do 12, robiłam w ekspresowym tempie zdjęcia, zjadłam pakę chipsów, naoglądałam się serialu, tworzyłam posty na przyszły tydzień, sprzątałam w szafie.. Miałam wolny dzień? Niby tak, a niby wcale. Nie dowierzam znowu, że praca, choć pochłania całą energię, paradoksalnie nadaje siły i porządkuje życie. Im mniej czasu, tym lepiej go wykorzystasz. 

Zakupy w Świecie Zapachów na Dworcu Centralnym (Warszawa) robię zawsze. Wprawdzie nigdy nie poszalałam na tyle, by kupić gigantyczną świecie, albo po prostu odpowiada mi konwencja kominków, fakt faktem - z woskami za każdym razem wracam. Przez internet nie polecam ich kupować. Czasami opis zapachu, a jego rzeczywista woń to niebo i ziemia. 

Zdecydowałam się na 5 wosków. Wybierałam je z myślą o nadchodzącej zimie, nie ukrywam, ale pewnie przed końcem roku upoluję jeszcze kilka tych typowo świątecznych. 

Mango Peach Salsa otula bardzo ciepłą nutą. Czujemy dominujące mango połączone z brzoskwinią, z dodatkiem pikantnej salsy. Nie jest to przesłodzony, typowy owocowy zapach. Nie, nie, ten jest zdecydowanie głębszy, wprost stworzony na późne wieczory. 

Pink Dragon Fruit. Nad Smoczym Owocem długo się zastanawiałam, bo nie jest to nic specjalnego. W żaden sposób mnie nie zaskakuje. Słodki, owocowy, dosyć subtelny, nieporównywalny, a przy tym jakiś taki oczywisty.. 

Wild Fig był za to zaplanowany od samego początku!Wiedziałam, że muszę z nim wrócić do domu. Jest jak dojrzała łyżka konfitury z figi. Niemdłej, niecukierkowej, intensywnej i głębokiej. 

Snowflake Cookie to sama słodycz. Lukier, niesamowicie kruche, urocze, różowe ciasteczka, którym nie możemy się oprzeć. Przyciąga od razu, choć nie zatrzymuje na dłużej. Jest zabójczo mdlący.

Cranberry Pear to gruszka zdominowana przez żurawinę, a może odwrotnie? W sumie, nie jestem pewna, jak jest z tym woskiem. Wyczuwam w nimi jedno i drugie, w podobnych proporcjach. Dziwne połączenie, a trafne. Orzeźwiająca,słodka gruszka dobrze komponuje się z lekko kwaśną żurawiną. To nie kolejny owocowy zapach. 

To moja piątka na najbliższy czas, ale dziś tak naprawdę, naprawdę mam ochotę na świeże, chłodne już powietrze dochodzące do mnie z uchylonego okna. Udanego wieczoru i czekam na Wasze propozycje wosków. Na które warto zwrócić uwagę? 

środa, 5 listopada 2014

Moje eksperymenty z sodą oczyszczoną - skóra, włosy i zęby. Prawda czy mit?

O sodzie możemy przeczytać naprawdę wiele artykułów. Jedni przed nią ostrzegają, inni zbyt pochopnie zachwalają. Z racji tego, że lubię eksperymenty na własnej skórze, postanowiłam sprawdzić, jak działa nie tylko podczas szorowania brudnych naczyń, ale też w kontakcie z włosami, ciałem i oczywiście - zębami. Obyło się bez podrażnień i innych skutków ubocznych, uff. 

Soda a zęby. Wybiela? Prawda
Dodając odrobinę sody do pasty, możemy liczyć na wybielenie zębów. Jednak istnieje haczyk. Jest to efekt naprawdę krótkotrwały i chyba niewarty zachodu. Soda zdejmie osad z płytki zęba, dokładnie oczyści, lekko wybieli, ale żeby cieszyć się białymi zębami musiałybyśmy jej używać codziennie, co byłoby głupim pomysłem i w przyszłości z pewnością byśmy żałowały. Może raz na jakiś czas, przed większym wyjściem, gdy malujemy usta czerwoną szminką i zależy nam na bieli zębów..może.. sporadycznie. 

Soda a oczyszczanie włosów? Prawda
Raz na dłuższy okres czasu łyżka sody wymieszana z szamponem, kremem do włosów, odżywką pomoże nam porządnie oczyścić włosy, dzięki czemu następnie nakładane kosmetyki będą lepiej w nie wnikać. Przy regularnym stosowaniu soda zamiast pomóc, zaszkodzi, okropnie włosy wysuszając. 

Soda jako peeling? Prawda
Najlepiej soda sprawdziła się w moim przypadku na twarzy, dodana do treściwego kremu. Taka forma peelingu sprawiła, że skóra została nie tylko oczyszczona, ale też matowa i przyjemniejsza w dotyku. Dodam, że mam skórę wrażliwą i nie zauważyłam żadnych podrażnień. Ze wszystkim trzech eksperymentów ten uważam za najbardziej udany i satysfakcjonujący mnie w stu procentach. Raz na tydzień, czy dwa, peeling sodowy wchodzi do mojej pielęgnacji twarzy. 

Ze swojej strony potwierdzam działanie sody zarówno na skórę, włosy jak i zęby. Myślałam, że znajdę jakiś mit, ale nie.. Soda oczyszcza bez względu na miejsce, w jakim wyląduje.  

niedziela, 19 października 2014

Takie weekendy, to ja rozumiem

Po maturze już zapomniałam jak to jest mieć wolny weekend. Pracowałam wtedy i sobota, czy niedziela niczym nie różniła się dla mnie od poniedziałku. Teraz chodząc na studia, czuję się tak jakbym wróciła do liceum! To przyjemne uczucie, powiem szczerze. Zabrałam się dziś za Obecność, tylko niestety mama w roli towarzysza, szybko zasnęła i przerwałam film, który właściwie aż tak mnie nie zaciekawił, zjadłam dobry obiad, krążki kalmarowe, może zdrowe nie są, ale naprawdę pyszne, wypiłam ulubione, no prawie ulubione piwo, trochę posprzątałam.. Niedziela minie na bardziej pożytecznych zajęciach, jednak przed poniedziałkiem nie mogę sobie odmówić odrobiny relaksu, wskazanego teraz, podczas doprowadzania się do normy po wypadku. I wracamy do kosmetyków :)
Udanej niedzieli! 


czwartek, 16 października 2014

Ekstremalny tydzień

Chyba każdemu zdarza się ten gorszy dzień. Albo tydzień. Ten rozpoczął się u mnie od samych stresów związanych ze studiami. Dla mnie to czarna magia, mnóstwo sal, jeszcze więcej ludzi, jeszcze więcej przedmiotów. Nie wiem, czy kiedykolwiek to ogarnę. W każdym razie - dziś jadąc na uczelnię, pociągiem, miałam mały wypadek i siedzę teraz z obitymi nogami. Jakimś cudem pociąg nie ruszył i mnie nie zmiażdżył, ale za to adrenalina skoczyła mi na maksa i 16 października zostanie w mojej pamięci na długo. Jednak, żeby nie było, że spotykają mnie same tragedie, wspomnę też, że wczoraj miałam pierwszą hospitację w szkole dla dzieci niepełnosprawnych umysłowo. Żałuję, że byłam tylko obserwatorem. I choć w pewnym stopniu moja głowa odpłaca za takie spotkania długimi rozmyśleniami, nie mogę się doczekać kolejnych. To zbliżą o ten jeden mały kroczek do realizowania się w zawodzie pedagoga. Bo przecież inaczej jest mijać kogoś na ulicy, a inaczej spędzić z nim czas podczas normalnych, codziennych zajęć. 

Jeśli chodzi o życie kosmetyczne typowej blogerki, to bez szaleństw. Jakoś nie mogę skupić się na testowaniu nowych rzeczy, sięgam po te swoje sprawdzone, nie wypatruje nowości. Zapewne przy najbliższym dopływie finansowym to się zmieni, ale jak na razie spodziewajcie się kilku recenzji gościnnych, między innymi kremu BB, kremu do twarzy marki Apis, pierwszy raz na blogu i ciekawego zabiegu, jakim jest mikrodermabrazja zarówno na ciało, jak i na twarz. 

Na poprawę jesiennego wieczoru mogę polecić Wam piwo :D A jeśli nie macie ochoty, to chociaż naleśniki z Biedronki ze szpinakiem i serem. Ja szpinaku nie lubię, tak w tym wydaniu jest naprawdę super. No i sałatki - chyba trochę nad nimi popracowali :)

I kończąc już, zapraszam wkrótce na recenzję hitu, płynu micelarnego Bebeauty. 
Ale także szamponu Biovax, z serii keratynowej. 
Kremu do rąk, dla miłośniczek miodu prosto z TBS.
Oraz na moje wrażenia z eksperymentów z sodą. 


Miłego wieczoru!

środa, 17 września 2014

Co się dzieje ?!

Ostatnio w moim życiu nastąpiły pewne zmiany. Odeszłam z pracy, postanowiłam znaleźć coś innego, zmieniłam zdanie i wybrałam też studia; państwowe, dzienne przy niewielkich naciskach rodziny. Swoją edukację chciałam zakończyć na maturze, myślałam, że nigdzie się nie dostanę, bo świadectwo dojrzałości wygląda dość opłakanie. Najwyraźniej w tym roku matura nie tylko mi poszła naprawdę przeciętnie. Rano wróciłam z Sopotu a popołudniu zalogowałam się do systemu i zobaczyłam radosny, zielony napis - kandydat zakwalifikowany. Cóż, teraz nie pozostaje mi nic innego, jak planować specjalizacje, a później kolejne studia :DDD  Żarcik. 

W moich planach została już tylko praca, ale nie śpieszę się  jej znalezieniem. Teraz bardziej chce się skupić na sobie, na blogu, na szkole. Los jest dla mnie łaskawy i wszystko dzieje się po mojej myśli. 

Wrzucam kilka zdjęć z mojego ulubionego miasta - tuż po Warszawie. Kocham Sopot!




czwartek, 21 sierpnia 2014

Zakupy i rozmyslenia - tydzien zwyklej kobiety

Jest noc i trochę pada deszcz. Strasznie boli mnie gardło, może to już pora przestać palić? A może pora odpocząć, w końcu się wyspać, spędzić trochę czasu na świeżym powietrzu. Myślę jak podsumować poprzedni tydzień? Pamiętam z niego tylko to, że straciłam telefon, że dużo pracowałam, często rozmyślałam, czasami też płakałam. Jesienna chandra zawitała jeszcze,a nawet już w lecie? Chciałabym przejść od razu do tematu, ale jakoś nie umiem tym razem. Zastanawiam się, dlaczego każdego dnia ludzie traktują siebie w ten, nie w inny sposób. Czemu bez powodu, albo z powodów błahych potrafimy jednych kokietować, innymi gardzić. I ostatnie pytanie, czy jesteśmy aż  tak naiwni i nie wiemy, że los w każdej sekundzie może się odwrócić? 

Może wiemy, jednak kierujące nami wartości, puste wartości, których teoretycznie nie powinnam nazywać wartościami, są od nas silniejsze i potrafią nami sterować? A może one kierują wyłącznie większością zakompleksioną, która przez brak szczęścia, nie jest w stanie patrzeć na szczęście innych? 

Nie wiem, do czego zmierzamy.  Skąd tyle jadu w nas, bo we mnie przecież też. Czy powinniśmy zmienić swoje życie, czy przestać patrzeć na życie innych? Czy jedno i drugie? Kobiety bywają bezmyślnie okrutne. 
Macie moje przemyślenia, teraz te własnie błahe sprawy, wizualnie na pewno ciekawsze. Jest i książka, są buty, są ubrania, kosmetyków też nie braknie. Nawet przepyszna herbata się znajdzie.

W wolnych chwilach, których nie mam, zaczytuję się w "Gwiazd naszych wina". Jestem w połowie i trochę czuję się rozczarowana. Nie wiedziałam, że kupuję powieść dla nastolatki, w której jakby zupełnie nic się nie dzieje, choć poczekam do końca - może zmienię zdanie, nie będę już oceniać. Nie powstrzymałam się i obejrzałam film, bardzo słaby, wyciskacz łez. Płakałam ze wzruszenia i chyba z rozczarowania. 

W Tesco dorwałam ciasteczka, brzmi zabawnie, wyglądają jak zwykłe herbatniki, ale są od nich zdecydowanie smaczniejsze - polecam. A do wypicia, najlepiej herbata, moja ulubiona ostatnio, połączenie karmelu i gruszki. Dobra kompozycja nie tylko na zimowe wieczory. We wspomnianym supermarkecie kupiłam też okulary przeciwsłoneczne FF, całkiem niezłej jakości :)

Jak jesteście bardzo głodni to mogę polecić Wam biedronkową tartę z kozim serem i warzywami. Jeśli jednak nie jesteście, omijajcie ją szerokim łukiem :DDD

Nie mogłam się powstrzymać i sprawiłam sobie Najcze :D Niestety nie jestem z nich jakoś mega zadowolona... biały bardzo szybko się brudzi, różowy farbuje... chociaż są wygodne!

A że jedna para to za mało, kupiłam też żółte Vansy :)

Musiałam też zaopatrzyć się w dwie szare bluzy. Obszerne, trochę za duże, ciepłe, z kapturem. Pierwsza z Reserved, druga to HM.

I na koniec mega pakowana, aczkolwiek mała torebka ze Stradivariusa oraz nowy peeling marki Perfecta. Bardzo fajny, choć powiem szczerze - to nic szczególnego..

Zakończę równie refleksyjnie, jak i zaczęłam, zdaniem, które podsumuje zeszły tydzień - naszą porażką jest uwierzenie w to, że jesteśmy beznadziejni, a nie usłyszenie tego od niewnoszącej nic w nasze życie osoby. 

Miłej nocy! Lecę na piwo i...jestem przewidywalna..."Seks w wielkim mieście.." 

czwartek, 15 maja 2014

Co robić, by reklamacja została pozytywnie rozpatrzona? + migdałowy peeling :)

Wczoraj bardzo bolały mnie oczy, bardzo bolała mnie głowa. I tak sobie pomyślałam - jak ja zapieprzałam przez ostatnie miesiące! Od szkoły do pracy, od pracy do szkoły.. zwieńczeniem bólu był cały tydzień, właściwie prawie dwa tygodnie matur - stresu i burzy mózgu! Nie, nie, tak już dalej nie będzie i zanim znajdę pracę, zrobię sobie tygodniową, a nawet dwutygodniową przerwę do wszystkiego, prócz bloga. Na blogu będę aktywna, jak nigdy! No i może w końcu zacznę kombinować z filmikami..tyle czasu już obiecuje...

Przechodzę do temat, który narodził się w mojej głowie przez doświadczenia życiowe :D Ostatnio pewne rzeczy reklamowałam, a przy okazji zebrałam od znajomych i od mojej siostry cenne informacje, które powinnyście mieć w głowie, gdy idziecie do sklepu z paragonem, danym produktem i macie nadzieje na pozytywne rozpatrzenie Waszego wniosku. Zacznę od tego - żebyście zawsze trzymały paragony i pytały ekspedientki o czas gwarancji. Spójrzcie do swojej szafy z ciuchami, obejrzyjcie dokładnie buty. Warto reklamować, gdy coś nie spełnia naszych oczekiwań, chyba że mamy lekką rękę do pieniędzy.

1. Im wcześniej, tym lepiej - tę radę podsunęła mi moja Zosięcia. Większe szanse na rozpatrzenie reklamacji pozytywnie są, gdy przynosimy buta ze startą podeszwą, niż, gdy przynosimy go, gdy mamy już ogromną dziurę. Dlatego nie zdzierajmy butów do końca, tylko kiedy widzimy pierwsze
usterki, lećmy do sklepu.

2. Spostrzegawczość - głupotą jest tak robić, a jeszcze większą głupotą jest przyznawać się, że wadę produktu  zauważyłyśmy miesiąc, czy dwa miesiące temu. Wątpię by nasza skarga była traktowana wówczas poważnie, bo skoro przez ten wspomniany miesiąc nic nam nie przeszkadzało, dopiero teraz, to chyba coś jest z nami nie tak.

3. Zwrot gotówki, a wymiana - często ludzie od razu żądają gotówki. Z jednej strony - nie dziwię się. Jesteśmy zdenerwowani, bo coś na co wydaliśmy dużo pieniędzy, zniszczyło się przy pierwszym większym wyjściu. Z drugiej strony - spróbujmy wczuć się w rolę osoby, która daną reklamację rozpatruje. Ktoś kto z góry zakłada, że chce pieniędzy, może w rezultacie nie otrzymać nic. Jeśli wpiszemy, że możliwa jest także wymiana, prawdopodobnie nasz wniosek zostanie rozpatrzony przychylniej. Okazujemy w ten sposób, że zależy nam na danym produkcie.

4. Zachowujmy oryginalne opakowanie - utrudnia mi to nieco życie, bo liczba kartonów w domu robi się coraz większa, ale zdarzyło mi się spotkać z sytuacją, gdy zażądano ode mnie oryginalnego opakowania obuwia, czyli właśnie kartonu. Od tamtej pory trzymam je. W jednym sklepie są one koniecznością by złożyć reklamacje, w innym nie. Ja wolę nie ryzykować i nie wyrzucam żadnych, aczkolwiek...można by powiedzieć, że wystarczy przecież spytać ;)

5. Dokładnie opisujemy problem  - mam tu na myśli wypełnienie reklamacji w sklepie. Należy dokładnie opisać problem, poinformować, że wszystkie zasady użytkowania były przestrzegane.

A jakie Wy macie rady odnośnie reklamacji w sklepach? Ja do tej pory najlepsze doświadczenie miałam z Diverse i swojego czasu z Deichmannem - kiedyś wymieniali tam buty od ręki, teraz niestety wiele reklamacji odrzucają, lub rozpatrują pomyślnie, oczywiście po 14 dniach. Z CCC nigdy nie miałam problemu, najczęściej po 2 tygodniach mogłam wymienić buty na nowe.

--------------------------------------------------------------------

Korzystając z okazji, że tu jestem, chciałam pokazać Wam peeling, który udało mi się upolować w Hebe. Kosztował niecałe 20 zł, ale nie atrakcyjną ceną mnie skusił, tylko swoim zapachem. Jest przepiękny! Słodkie migdały trafiają w mój gust :DDD Do tego fajne, eleganckie opakowanie. Ostrość mała/średnia. To raczej taki delikates ;) Jeśli lubicie coś mocnego, możecie być niezadowolone. 

wtorek, 13 maja 2014

Co warto obejrzeć? Moje propozycje na nudny wieczór.

W głowie cały czas mam piosenkę "I see fire" i zupełnie nie mogę się od niej uwolnić. Jest przepiękna..choć to za mało powiedziane. Trafia do mojej wrażliwości, na wylot mnie przeszywa. Wpadłam przez tę melodię wczoraj w nocy w taki melancholijny nastrój. Myślałam, właściwie, ja sobie zadawałam cały czas pytania. Począwszy od wyrzutów, czemu tak szybko się poddajemy i nie walczmy, a następnie dlaczego na tak wiele rzeczy nie mamy wpływu w swoim życiu. Dlaczego ranimy i zło nas omija, dlaczego mamy otwarte serce, a los nas krzywdzi. Czy jeśli ból i łzy mają sens, to gwarancja, że zapomnimy, co przeżywaliśmy. Czy jeśli wiecznie wracamy, cofamy się, czy potrafimy też iść naprzód? Tylu rzeczy nie wiem, tyle bym chciała. Marzenia i nadzieje to dwie najpiękniejsze rzeczy, które tworzy człowiek i których nikt mu nie zabierze. 

Tym refleksyjnym kokiem zmierzę do polskiego filmu. Tak, polskiego! Pomału się do nich przekonuję i zaczynam rozumieć ten nasz specyficzny klimat. Pomału doceniam świetnych aktorów, których mamy. Jeśli jeszcze nie widziałyście "Chce się żyć", to nie wiem jak spędzaliście ostatnie wieczory! Koniecznie naprawcie ten błąd. Świetna gra, przemyślany temat, ukazane ludzie słabości w sposób niezwykle poruszający. Jesteśmy niekiedy bezsilni, egoistyczni, czasami tracimy wiarę, ale wszyscy do czegoś w życiu dążymy. Wszystko ma swój koniec i początek. Płakałam, cholernie, nie wiem czemu tak naprawdę. To taki życiowy film, może sytuacja, którą przedstawia nie jest powszechna.. sami zobaczcie. 

"Płynące wieżowce" to historia dwóch homoseksualistów. Czy mnie porwała? Tak, biorąc pod uwagę polskie realia, byłam miło zaskoczona. Uwierzyłam, w to co widziałam na ekranie i przeżywałam razem z bohaterami. Nigdy nie będę twierdziła, że homoseksualizm jest normalny, zgodny z naturą, zawsze będzie to moim zdaniem odchylenie, pewna dysfunkcja psychiczna, tak nigdy też nie zmienię zdania - tacy ludzie są wśród nas i mają prawo żyć szczęśliwie. Film porusza trudną kwestię, mianowicie podkreśla presję jaką stwarza najbliższe środowisko..Warto obejrzeć ot tak, któregoś wolnego wieczoru. Banasiuk u mnie zapunktował, całkowicie mnie przekonał do siebie, dobrze zagrana rola. Wasilewski jest dla mnie ciekawym reżyserem. Mogę Wam polecić też jego inny film "W sypialni". Trochę niedoceniony.


Z innej beczki, chcę Wam zaproponować cudowną bajkę! "Kraina lodu" to jedna z lepszych propozycji dla dzieci (dorosłych też!), które ostatnio miałam przyjemność oglądać. Też płakałam. Miłość zarówno siostrzana jak i ta typowo partnerska to coś, co mnie wzrusza i w jakiś sposób dotyka. Jestem pewna, że każda pociecha będzie miło zaskoczona tą bajką - przedstawia ona piękne obrazy, fajnych bohaterów i co najważniejsze - istotne wartości w życiu. Dla dorosłych zaś będzie to cofnięcie się w czasie, a przy tym, dobre przypomnienie, co w życiu jest ważne. Bajki lubię za prosty przekaz, prosty i dosadny.

I ostatnim filmem, jaki chcę polecić jest emocjonujący, niezwykle klimatyczny dramat " Zabiłem moją matkę". Długo zbierałam się do jego obejrzenia, aż przyszedł wieczór, właściwie noc, okropnie mi się nudziła i odpaliłam. Lubuję się w filmach nieco skomplikowanych, ukazujących trudne relacje i był to strzał w dziesiątkę. Albo Was znudzi, albo zainteresuje do końca. Dajcie mu szansę.


Jeśli nie macie ochoty na film to polecam Wam trzy seriale, prócz "Seksu w wielkim mieście", który pewnie widziałyście sto razy. Na początek może "Spartakus"? Jeśli tak jak ja, uwielbiacie seriale pełne miłosnych wątków, krwi i walki, będzie idealny dla Was. Podobny jest też serial "Wikingowie", czy "Gra o tron", choć nie obejrzałam ich jeszcze do końca. Są godne polecenia, choć nie przeczę, mają swój specyficzny klimat, który nie każdemu musi się spodobać i nie każdego będzie kręcić :D


Jeśli chcecie to w następnym poście filmowym zrobię małe podsumowanie filmów z motywem samobójstwa. Z racji tego, że miałam taki, a nie inny temat na prezentacji maturalnej, filmy o młodzieży odbierającej sobie życie, są mi bardzo dobrze znane. Miłego wieczoru! 

sobota, 3 maja 2014

Wielkie rozczarowania kwietnia + tydzień w zdjęciach :)

Cześć! Czasu przed maturą jest już bardzo mało, a ja przyznam się, że nie mam nawet prezentacji maturalnej. Tak, wiem, jak tak można - można. Do piątku mam czas, od poniedziałku natomiast rozpoczynam walkę z arkuszami. Może się mylę, ale czuję, że to nie będzie wcale aż tak trudne, jak teraz nam się wydaje. Za chwilę lecę tworzyć ramowy plan prezentacji, jak i samą prezentację + będę oglądać Grę o Tron, jednak zanim to nastąpi, chcę się Wam trochę wyżalić na ten piękny świat. 
Zacznę od kosmetyków. Im bogatszy mój portfel, tym częściej dochodzi do nieplanowanych zakupów, co skutkuje moim niezadowoleniem. Buble przewijają się w moich kosmetyczkach ostatnio zbyt często. Jest nim niewątpliwie nowość L'Oreal, porównywana, o zgrozo do Revlonu! Infallible 24H to podkład przyciągający uwagę - klasyczne, eleganckie opakowanie, przyjemna cena (ok. 40 zł ), w miarę naturalne odcienie. Gorzej jest, gdy już ten produkt nałożymy na buźkę. Owszem, wciąż przyciąga uwagę, ale tylko i wyłącznie, dzięki pomarańczowej mgiełce, która nas otacza. 
prawda, że pomarańcza? ;)

Krycie średnie, konsystencja całkiem fajna - dobrze się rozprowadza, początkowo stapia. Niestety problem tkwi we współpracy podkładu ze skórą. Po kilku minutach zmienia on swoją barwę, ciemnieje i zamiast ciepłego, naturalnego beżu, który podkreśli naszą opaleniznę, mamy totalną skwarę. 
Kolejnym moim zawodem jest szampon i odżywka (ok. 30 zł/ sztuka) mojej ulubionej marki - John Frieda. Z każdej serii byłam zadowolona, z każdej! Ta, najnowsza to dla mnie istny koszmar. Frizz Ease wydawała mi się stworzona na potrzeby moich włosów. Producent obiecywał wygładzenie, nawilżenie, ułatwienie prostowania, przyjemniejsze układanie... i nic. Poczułam na głowie wyłącznie obciążenie. Czasami miałam nawet wrażenie, że moje włosy są sklejone, nieświeże, po prostu okropne. Mogę spokojnie ten duet nazwać największym rozczarowaniem ostatnich miesięcy. 

Narzekania na dziś koniec. Kilka luźnych informacji z ostatniego tygodnia :)
Nabyłam tę maseczkę w Rossmannie. Strasznie mnie ciekawi, no i przyznam szczerze - kompozycja z truskawką skutecznie mnie przyciągnęła. Cena: ok. 1,70 zł
Przez zbliżającą się maturę, przeczytałam całkiem ciekawą książkę - "Przekleństwa niewinności". Szału może nie ma, jednak jest dosyć specyficzna i zostaje w pamięci. Myślę, że warto przeczytać ją, gdy mamy wolny wieczór i szukamy czegoś innego. Od kilku dni nosze mój ukochany suwaczek :DDD
Nie tak dawno próbowałam zrobić coś a'la brownie, ale nie wyszło.. Miało być wilgotne, miało być czekoladowe, miało być niskie i mega słodkie, jednak..nie aż tak! :O Po wszystkich świątecznych i nieświątecznych obżarstwach słodyczami, wróciłam na zdrowy tryb i postanowiłam wcinać bardzo ostre, warzywne zupki, które podkręcą nieco metabolizm.
Pozostając przy zdrowym odżywianiu, chcę Wam zaprezentować bardzo fajne aplikacje na telefon. Nazywają się "Dziennik Posiłków" i "Dziennik Posiłków Lite". Mamy tam bazę wielu produktów, ich wartości odżywcze, mało tego, możemy wyliczyć swoje zapotrzebowanie, dodawać posiłki, całe jadłospisy, dodawać nowe produkty. Świetna sprawa, jeśli mamy problem z kontrolowaniem kalorii :)
Na koniec pokazuję Wam kawałek moich ulubionych perfum - pewnie domyślacie się których :) I zdjęcie z mini spa dla rąk :D Puder do kąpieli dla dłoni z BingoSpa to moim zdaniem ich najlepszy produkt.

Miłego wieczoru, właściwie nocy Wam życzę!