Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maybelline. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maybelline. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 sierpnia 2014

Najbardziej kobieca...

Małe sprostowanie - najbardziej dziewczęca. Tak właśnie opisałabym tę szminkę o unikatowej formule łączącej w sobie zarówno klasyczny balsam, jak i nieco błyszczący lip gloss. Maybelline Color Whisper to seria, która wzbudziła niemałe zainteresowanie wśród blogerek, zresztą, wcale się nie dziwię. Kuszą piękne odcienie, obietnice producenta i całkiem atrakcyjna cena. 

Ja nie wpadłam w zakupowy szał, zdecydowałam się tylko na jeden odcień, 160 Rose of Attraction. I gdybym nie spojrzała w kosmetyki siostry (tak, wiem, to już drugi raz! trzeciego nie będzie :)), przepiękny kolor Oh La Lilac nie byłby mi znany. Jest specyficzny, taki trochę lalkowaty, cukierkowaty, przesłodzony. Z pewnością dla wielu kobiet za jasny. Przyznaję, aplikuję go na usta maźnięte pudrem, bo w przeciwnym razie moja naturalna barwa warg - oczywiście ciemniejsza niż szminka, nie łączy się z nią.

Mimo tej drobnej wady, śliczna lilia ma wszystko to, czego szukam. Jest przyjemną odskocznią od moich ukochanych, intensywnych fioletów, kojarzy mi się z makijażem scenicznym, twierdzę nawet, że usta nią pomalowane "robią" cały make up. Gdyby tylko lepiej rozprowadzała się na ustach, gdyby tylko była nieco bardziej trwała - byłaby idealna. 

Urocza, nieśmiała, a przy tym jakże dziewczęca lilia podbiła Wasze serca, czy przeszłyście obok niej zupełnie beznamiętnie? Spokojnej niedzieli! Zostawiam Was wraz z moim śniadaniem :)

czwartek, 12 grudnia 2013

Kosmetyk do brwi - cudotwórca! [Maybelline, Color Tattoo]

Cześć! Tak jak obiecałam, tak też się dzieje. Wracam na dobre i już nie pozwolę sobie na takie przerwy od blogowania. Zdecydowanie nie sprzyja to mojej psychice :) Dziś w końcu znalazłam chwilę, by złapać dobre (no, w miarę dobre..) światło do zdjęć. Irytuję się okrutnie, gdy po godzinie 15, a czasami nawet 14 jest już szaro za oknem. Nie dość, że dobija mnie ta ciemność, to jeszcze utrudnia mi pracę nad blogiem! :D Swoją drogą, muszę Wam powiedzieć, że już nie mogę doczekać się soboty i spotkania blogerek :) Kiedyś nie znałam żadnej z Was, teraz to grono się coraz bardziej powiększa, co niezmiernie mnie cieszy :)))
Dziś chcę Wam powiedzieć nieco o słynnym cieniu do oczu, a mianowicie o Maybelline Color Tattoo w odcieniu 40-Permanent Taupe. Znajduje się on w małym, szklanym słoiczku z nakrętką i posiada kremową konsystencje. Wykończenie, jakie pozostawia, bez dwóch zdań jest matowe i bardzo naturalne. Kolor to chłodny brąz, bez dodatków rudości, nasycony odrobiną szarości. W opakowaniu wydaje się być dużo jaśniejszy, niż na skórze. Same zobaczcie jak to wygląda na zdjęciach :) 
Cena regularna nie jest mi znana, gdyż kupiłam go na promocji w Rossmannie, ale myślę, że nie kosztuje więcej niż ok. 25 zł. Nabyłam go by ujarzmić brwi, jednak sprawdziłam też jego pierwotne zastosowanie. W kontakcie z powiekami jest bardzo przyjemny i łatwy w obsłudze. Nie wchodzi w załamania, posiada niezłą pigmentację, jest trwały. Nadaje się idealnie do podkreślenia załamania i w ten sposób najczęściej go używam. Jeszcze częściej stosuje go do brwi. Wówczas sięgam także po pędzelek dołączony do eyelinera z Maybiellina. Taki duet to dla mnie strzał w dziesiątkę! Cień bez problemu możemy precyzyjnie aplikować na brwi. W mgnieniu oka stają się one przyciemnione, wypełnione i wyraziste. Efekt jest naturalny i trwały, aczkolwiek ja dodatkowo utrwalam go żelem do brwi. Nie mogę też nie wspomnieć o wydajności. Dzień w dzień używam cienia, a jego jakby nie ubywa :) 
Jeśli mam spróbować doszukać się minusów to widzę tylko jeden - cień ten nie jest dla wszystkich. Kobiety o jasnych włosach, bardzo jasnych brwiach mogą nie być zadowolone, gdyż cień będzie po prostu za ciemny. Szatynki i brunetki takiej obawy mieć nie muszą, dla nich będzie w sam raz :) Kończąc już powiem tylko, że polecam Wam ten cień, to kosmetyk jakich mało, kosmetyk fenomenalny :) 


PS. Upolowałam jakąś roślinę w sklepie, by pokój nabrał trochę świątecznej aury ;D 
PS.2 I upolowałam też mydło w Biedronce ze świątecznej serii :DDD Opakowanie mnie skusiło, ale dodatkowo wmawiam sobie, że wyczuwam w tym produkcie kandyzowaną skórkę pomarańczy ;)))

sobota, 23 listopada 2013

Moje zakupy - 40% w Rossmannie

Cześć! :) O promocyjnych zakupach w Rossmannie nie mogłabym nie napisać, choć dobrze wiem, że na co drugim blogu widnieje podobny post. Ja bardzo się ograniczyłam, kupiłam tylko trzy rzeczy, z czego jedną nieplanowaną. Zapewne jeszcze po coś wrócę, ale jeśli tak się nie stanie, to nie będę zbytnio ubolewać. Oczywiście w pierwszym Rossmannie, dokładnie w Centrum Handlowym Wileńska asortyment był nieźle przebrany. W kolejnym, czyli przy Ratusz Arsenał znalazłam wszystko, choć godzina spóźnienia mogłaby okazać się istotna, gdyż wzięłam ostatnie niezmacane sztuki. W mojej głowie siedział jeszcze Rossmann przy ul. Tamka. Jest na uboczu, więc myślę, że można tam się kierować, nigdy nie widziałam w nim tłumów. Swoją drogą, wiecie że to jedna z moich ulubionych warszawskich ulic? :) 

Najbardziej zależało mi na eyelinerze z Maybelline Lasting Drama. Czarny bardzo szybko schodzi, zostają same fiolety, dlatego jeśli także planujecie jego zakup, to radzę się śpieszyć :) Kosztuje po odliczeniu tych 40 procent, jakieś 20 zł z groszami. Radzę mu dobrze się spisywać, bo będę zła :DDD