Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cienie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cienie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 stycznia 2015

KIKO - kosmetyki genialne

Oznajmiam, że odwiedziłam KIKO w Arkadii i kupiłam sobie kilka rzeczy. Gdyby nie fakt, że byłam bardzo ciekawa ich kosmetyków, wyszłabym z tego sklepu w mgnieniu oka. Nie jestem osobą przesadną, nie czepiam się szczegółów,jestem dorosła, pomimo że młoda i naprawdę nie wyobrażam sobie, jaki poziom kultury reprezentuje sobą wymalowana dziewucha, zwracając się do mnie na TY, jak do koleżanki. Jestem takim zachowaniem totalnie zniesmaczona. Pytając sprzedawczynię o cokolwiek oczekuję odpowiedzi na jakimś poziomie, a nie "yyy, no wiesz". To totalna bezczelność. Wisienką na torcie było czekanie przy kasie, mimo że żywa dusza przede mną nie stała, aż panienki nagadają się i łaskawie mnie obsłużą, co jak już się stało i tak nie przerwało ich pogawędki o facetach, bo jaka to dupa z niego nie była! KIKO nie jest jeszcze mega dobrze znaną firmą w Polsce i jak tym sposobem chcą zachęcić ludzi, to współczuję. Każda potencjalna, młodsza klientka wyjdzie. I nie, nie przesadzam. Ja, gdy pracowałam w sklepie, to nawet do głowy mi nie przyszło, żeby zwrócić się do kogoś na Ty, nawet jeśli ta osoba wydawała mi się być moją rówieśniczką, czy rówieśnikiem. Obsługa to dla mnie totalne nieporozumienie w tym sklepie i więcej tam nie pójdę. 

Co do kosmetyków jest tak, jak myślałam. Przyciągają uwagę i można by było wybierać i wybierać. Jest spora gama kolorystyczna szminek i lakierów, choć brakowało mi wśród tych pierwszych chociażby bordowych, czy ciemnych, winnych odcieni. Są też podkłady, korektory, róże, bronzery i w znikomej ilości kosmetyki rozświetlające. Znajdziemy też jakiś zalążek kosmetyków do pielęgnacji. I najważniejsze - wybierając się tam teraz, trafimy na spore promocje. 
Właśnie z tych rzeczy objętych promocją wybrałam sobie trzy cienie do powiek w postaci grubej kredki z serii Daring Game. Były przecenione o połowę, kosztowały 16,90 zł. Skusiłam się na piękne złoto, intensywną, butelkową zieleń i ciemny fiolet. Wszystkie posiadają mnóstwo drobinek. Bardzo dobrze aplikują się na skórę i są niezwykle intensywne! Pigmentacja krótko mówiąc powala, jedno przeciągnięci i WOW!
Nadają się raczej na ruchomą powiekę, chyba, że nałożymy je w załamaniu i ekspresowo rozetrzemy. Cienie dosyć szybko zastygają, a wtedy nic ich nie ruszy! Są mega trwałe! Nigdy wcześniej nie widziałam takich cieni. Mogę trzeć skórę, a one pozostają nietknięte! Jedynie płyn do demakijażu jest w stanie sobie z nimi poradzić, bo sama woda nawet ich nie rozmaże. Nie potrzebują żadnej bazy, po całej nocy imprezowania będą w pierwotnym stanie. 
Wśród odcieni widziałam jeszcze piękny beż, wpadający w róż. Naprawdę jest w czym wybierać. Na pewno te jaśniejsze sprawdzą się świetnie w lato. Natomiast ciemne są pozycją obowiązkową na karnawał 2015! To cienie idealne :) A Wy odwiedziłyście już KIKO? 

Tak wyglądają na skórze, choć światło trochę przebiło fiolet - w rzeczywistości jest ciemniejszy. 

sobota, 20 grudnia 2014

Magnetyczna paletka Inglota, jak mogłam jej nie mieć..

Od rodziców tak się złożyło, że prezent już dostałam. Był nią nowy Maczek i oto ta paletka Inglota. Początkowo miałam dobrać sobie do niej 10 cieni..gdy przyszedł już ten moment, to nie wiedziałam które, dlatego zdecydowałam się poprosić Mikołaja o 3 :DDD a resztę zostawię na potem, jak mnie najdzie wena do wybierania. 

Paleta jest wykonana porządnie i nie kosztuje wcale wiele. Do wyboru mamy ich całe mnóstwo. Ja w kolejnej będę trzymać róże, to pewne :) Ale w tej oto mieści się maksymalnie 10 cieni, które kupujemy w Inglocie (wkłady to znaczy:)
Aktualnie komponuję sobie taką szaloną paletkę do makijażu np. sylwestrowego :D Dużo brokatu, żadnych smutnych szarości. W oko wpadł mi iskrzący, czekoladowy kolor i równie zachwycający róż. Biel to konieczność, zawsze potrzebna. 
Czy nie wyglądają świetnie?! Jutro postaram się pokazać je w akcji, na powiekach :) A teraz lecę do sklepu dokończyć świąteczne zakupy! Na samą myśl o dzikich tłumach mi się odechciewa :D
Miłego wieczoru! :) Pierniczki upieczone? :D 

sobota, 2 sierpnia 2014

PRZEPIEKNY!

Może to piwo, a może świadomość, że przez najbliższe dwa dni mogę posiedzieć w domu, z rodziną, w spokoju, wprowadza mnie w taki refleksyjny nastrój. Myślę o sobie, o Kasi, sprzed dwóch, trzech lat. Strasznie nieśmiała byłam i strasznie raniły mnie wszelkie niepochlebne słowa. Dziś także ranią, nie zaprzeczę, ale staram się odbierać je jako konstruktywną krytykę, a jeśli nie, po prostu je ignoruję. Człowiek wątpi w drugiego człowieka, nie wierzy w niego, człowiek lubi jak innym się nie powodzi, chętnie dowartościowuje się cudzym kosztem, a jednocześnie w tym człowieku nie ma żadnego człowieczeństwa. Życzę Wam abyście byli w grupie ludzi, którzy robią wielkie rzeczy, niż w tej, która wielkie ma tylko pokłady nienawiści. Tym zdaniem, przechodzę do tematu wpisu, wypijam Red Bulla i oglądam filmy. 

Rzadko tu bywam ze względu na (głupio to zabrzmi) - dostęp do światła. Zazwyczaj gdy wstaję to wolę poleżeć w łóżku niż robić zdjęcia, a gdy wracam do domu, to jest już ciemno, wszystko mi jedno i idę spać ;) Przez ten weekend moim zadaniem jest zajęcie się właśnie zdjęciami. 

Korzystam z okazji, gdy siostry nie ma w domu i zaglądam jej od czasu do czasu w kosmetyczkę. Ostatnio wyłowiłam z niej coś przepięknego. Ale chwila, to piękno zostało przeze mnie odkryte dopiero po pewnym czasie. Na początku pomyślałam - ojej, jaki kicz! Masa drobinek, trochę perłowe, trochę metaliczne wykończenie, zupełnie nie moja bajka! Nałożyłam na powiekę, jako bazę do makijażu wieczornego i przepadłam. Cudownie odbija światło, jest trwały, efektowny, konsystencja niczego sobie, nie obsypuje się, nie kruszy, ideał! Z jedną małą wadą - po kilku godzinach zbiera się w załamaniu powieki, ale to chyba można wybaczyć, w końcu nic nie jest wieczne :D

O kim mowa? O cieniu Catrice ze znanej nam serii Liquid Metal.  Pisałam Wam wcześniej o odcieniach 090 i 080 ale nie byłam z nich zadowolona. Pigmentacja pozostawiała wiele do życzenia. Natomiast z kolorem 010 Look me in the ice jest inaczej. Zostawia piękną taflę na oku, dobrze łączy się z innymi cieniami, a gdy już po pewnym czasie traci na swojej intensywności, otula oko masą drobinek. 

Macie go w swojej kolekcji? Ja spróbuję go upolować w Hebe, zanim siostra zorientuje się, że jej cień zmienił miejsce zamieszkania :DDD


poniedziałek, 28 kwietnia 2014

5 w 1, o ciekawej kompozycji z kiepską realizacją

Bez pracy, bez szkoły, czuję się jakoś tak dziwnie. Sama nie wiem czemu. Dziś nawet wzięłam się za sprzątania mieszkania i pranie - pierwszy raz w życiu. Nie sprzątanie, oczywiście, tylko pranie. Pralki wydawały mi się maszynami, których nigdy nie ogarnę, do teraz. Chyba próbuję odciągnąć się od tworzenia prezentacji maturalnej, a ona już dawno powinna leżeć zrobiona, lub co gorsze - powinna być w mojej głowie. Mimo wszystko jednak myślę, że stresować się nie warto i najlepsze co mogę teraz uczynić, to rzecz jasna prezentację skończyć, ale zupełnie się nią, jak i całą maturą nie martwić. Ciekawa jestem, czy wśród Was są tegoroczne maturzystki? Jak tak - życzę Wam powodzenia :)
Tym razem trochę ponarzekam. Zdecydowanie uważam, że mam na co. Począwszy od pakowania, poprzez konsystencję, kończąc na trwałości i zahaczając o pigmentację - jest źle, jest rozczarowanie. Cienie do powiek Bell Colour Fun Multi Eyeshadows  w odcieniu 02 zupełnie się u mnie nie sprawdziły. 
Opakowanie jest dla mnie wyjątkowo kiczowate. Jestem pewna, że przy upadku z wysokości 20 cm zostałoby nieźle naruszone. Do tego każdy z odcieni jest w formie jakiejś nieokreślonej fali. Przy aplikacji cienia na pędzelek, ten kruszy się i przenosi na inne odcienie brudząc je. Konsystencja jest pozornie przyjemna, nie sprawia wrażenia tępej. W rzeczywistości choć dobrze cienie rozprowadzają się na powiekach, niemiłosiernie obsypują się przy tym. 
Pigmentacja również mnie zawiodła. Lepiej jest w przypadku odcieni ciemnych - brązu i zieleni, ale nie jest to wymarzony efekt. Co do jasnych - są prawie niewidoczne. Na skórze (zdjęcie) nie prezentują się najgorzej, jednak gdy rozcieramy je na powiecie pędzelkiem - kompletnie gubią swój kolor. Trwałość; o niej trudno mówić. Cienie dopiero co nałożone są ledwo widzialne, minie pół godziny i znikają zupełnie. 
Wykończenie, które nadają jest perłowe, z kremową domieszką. 
Cienie kosztują ok. 18 zł. Dostępne są w innych kompozycjach, między innymi znajdziecie je w Hebe. Co o nich myślicie? Czy również zawiodłyście się, czy może wręcz przeciwnie? 

niedziela, 29 grudnia 2013

Idealny podkład dla bladziochów + paletka Barry M SMOKIN HOT z bliska :)

Cześć! :) Hasłem i zarazem celem w piątek były lumpeksy. Wprawdzie nie wynosiłam z nich pełnych siatek, choć coś tam zawsze wpadło i jutro pokażę Wam co :) Przy okazji wspomnę, że w żadnym z nich wcześniej nie byłam. Większość niestety - rozczarowało mnie pod wieloma względami, ale niektóre też pozytywnie zaskoczyły. Po mniej lub bardziej udanych odwiedzinach jestem pewna jednego - jak po kreację sylwestrową to tylko do lumpeksu, owe suknie i przebrania są dosłownie w każdym! :O
Pozwólcie, że najpierw pokażę Wam z bliska paletkę Barry M SMOKIN HOT. Mamy w niej 6 cieni do powiek, róż i dwa aplikatory. Cena to ok. 32 zł. 5 cieni posiada błyszczące drobinki, tylko jeden - czarny jest zupełnie matowy i pozbawiony błyskotek. 3 najjaśniejsze odcienie nazwałabym satynowymi, a 2 błyszczące i ciemniejsze - satynowo-matowymi. Czerń to jak wspomniałam mat. Róż jest ciepłą, intensywną brzoskwinią. Z pewnością wyrazistą, dla skóry normalnej bądź nieco opalonej. Kompozycja cieni jak najbardziej trafia w mój gust - nadaje się zarówno do makijażu dziennego jak i wieczorowego :) 
Jutro lub pojutrze pokażę Wam jak cienie wyglądają na skórze. Pigmentacja nie jest zła :) Pokażę Wam również jak wyglądają na ustach szminki z paletki Sleeka. Dajcie mi chwilkę! :)

czwartek, 12 grudnia 2013

Kosmetyk do brwi - cudotwórca! [Maybelline, Color Tattoo]

Cześć! Tak jak obiecałam, tak też się dzieje. Wracam na dobre i już nie pozwolę sobie na takie przerwy od blogowania. Zdecydowanie nie sprzyja to mojej psychice :) Dziś w końcu znalazłam chwilę, by złapać dobre (no, w miarę dobre..) światło do zdjęć. Irytuję się okrutnie, gdy po godzinie 15, a czasami nawet 14 jest już szaro za oknem. Nie dość, że dobija mnie ta ciemność, to jeszcze utrudnia mi pracę nad blogiem! :D Swoją drogą, muszę Wam powiedzieć, że już nie mogę doczekać się soboty i spotkania blogerek :) Kiedyś nie znałam żadnej z Was, teraz to grono się coraz bardziej powiększa, co niezmiernie mnie cieszy :)))
Dziś chcę Wam powiedzieć nieco o słynnym cieniu do oczu, a mianowicie o Maybelline Color Tattoo w odcieniu 40-Permanent Taupe. Znajduje się on w małym, szklanym słoiczku z nakrętką i posiada kremową konsystencje. Wykończenie, jakie pozostawia, bez dwóch zdań jest matowe i bardzo naturalne. Kolor to chłodny brąz, bez dodatków rudości, nasycony odrobiną szarości. W opakowaniu wydaje się być dużo jaśniejszy, niż na skórze. Same zobaczcie jak to wygląda na zdjęciach :) 
Cena regularna nie jest mi znana, gdyż kupiłam go na promocji w Rossmannie, ale myślę, że nie kosztuje więcej niż ok. 25 zł. Nabyłam go by ujarzmić brwi, jednak sprawdziłam też jego pierwotne zastosowanie. W kontakcie z powiekami jest bardzo przyjemny i łatwy w obsłudze. Nie wchodzi w załamania, posiada niezłą pigmentację, jest trwały. Nadaje się idealnie do podkreślenia załamania i w ten sposób najczęściej go używam. Jeszcze częściej stosuje go do brwi. Wówczas sięgam także po pędzelek dołączony do eyelinera z Maybiellina. Taki duet to dla mnie strzał w dziesiątkę! Cień bez problemu możemy precyzyjnie aplikować na brwi. W mgnieniu oka stają się one przyciemnione, wypełnione i wyraziste. Efekt jest naturalny i trwały, aczkolwiek ja dodatkowo utrwalam go żelem do brwi. Nie mogę też nie wspomnieć o wydajności. Dzień w dzień używam cienia, a jego jakby nie ubywa :) 
Jeśli mam spróbować doszukać się minusów to widzę tylko jeden - cień ten nie jest dla wszystkich. Kobiety o jasnych włosach, bardzo jasnych brwiach mogą nie być zadowolone, gdyż cień będzie po prostu za ciemny. Szatynki i brunetki takiej obawy mieć nie muszą, dla nich będzie w sam raz :) Kończąc już powiem tylko, że polecam Wam ten cień, to kosmetyk jakich mało, kosmetyk fenomenalny :) 


PS. Upolowałam jakąś roślinę w sklepie, by pokój nabrał trochę świątecznej aury ;D 
PS.2 I upolowałam też mydło w Biedronce ze świątecznej serii :DDD Opakowanie mnie skusiło, ale dodatkowo wmawiam sobie, że wyczuwam w tym produkcie kandyzowaną skórkę pomarańczy ;)))

niedziela, 17 listopada 2013

O ulubieńcu i małym rozczarowaniu

Witajcie! Ostatnio tak się rozleniwiłam, że postanowiłam każdego wieczoru robić plan na następny dzień. Tym sposobem nie marnuje czasu i udaje mi się załatwić wiele rzeczy, które wcześniej odkładałam i odkładałam. Naprawdę polecam - trochę wytrwałości i systematyczność sama się wyrobi :) Przy okazji w krew wchodzą dobre nawyki, jak chociażby nauka o normalnej porze i regularne ćwiczenia. 
Przychodzę do Was dziś z dwoma recenzjami. Może zacznę od ulubieńca, który podbił moje serce. To cień do powiek od Bell z serii HypoAllergenic w odcieniu 30. Ma przepiękny kolor! Szary, ale z nutą metaliczną, gdzieś tam możemy dopatrzeć się odrobiny nienachalnej niebieskości :) 
Kosmetyk jest przebadany pod kątem okulistycznym i dermatologicznym. Nie posiada substancji zapachowym, alkoholu i syntetycznych barwników. Ma kremową, aksamitną formułę. W opakowaniu jest dołączony mały aplikator, z którego szczerze mówiąc nie korzystam. Cień nie obsypuje się, jest dość trwały nawet bez bazy, nie wchodzi w załamania, równomiernie się ściera. Odcień jest intensywny, ale przy rozcieraniu sporo na tej intensywności traci. Niemniej jednak świetnie nadaje się do codziennego użytku :)
Oczu nie podrażnia, jest podatny na działanie kosmetyków do demakijażu. Bez bazy wspomagającej efekt, radzi sobie na tyle dobrze, że możemy ją sobie odpuścić i nie martwić się o makijaż w ciągu dnia. Chętnie wypróbuję też inne odcienie, bo z tego jestem naprawdę zadowolona.