Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podkłady. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podkłady. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 lutego 2015

Podkład idealny dla każdej cery

Powiedzmy, że dla każdej. Nie wątpię, że znalazłaby się kobieta, której jej oczekiwaniom kosmetyk ten by nie sprostał. Niemniej jednak ja nie spotkałam się z podkładem tak uniwersalnym, zarówno biorąc pod uwagę konsystencję jak i odcień.
Linia HypoAllegenic to w moim odczuciu jedna z lepszych serii, jakie do swojego asortymentu wprowadziła firma Bell. Jest wręcz stworzona dla wrażliwców, których skórę i oczy bardzo łatwo podrażnić. Podkład jest więc bezwonny, zupełnie neutralny, o standardowej pojemności 30 ml. 
Opakowanie jest solidne, z pompą, zabezpieczone dodatkowo kartonikiem z czytelnymi etykietami. Mój odcień to 02 - powiedziałabym naturalny, średni beż. Wydaje się być dosyć ciemny, ale na twarzy szybko dopasowuje się do naszej karnacji, nie tworząc żadnych smug i plam. 
Konsystencja jest lekka, aczkolwiek treściwa. Kremowy, średnio-gęsty podkład idealnie rozprowadza się po skórze, nie podkreślając przy tym suchych skórek, nie zbierając się w załamaniach. Odnoszę wrażenie, że posiada też właściwości nawilżające. Twarz po jego aplikacji jest niezwykle przyjemna w dotyku. Na pewno nie jest to podkład typowo matujący, choć z jego trwałością jest naprawdę dobrze. Wykończenie, które pozostawia wymaga obowiązkowo użycia pudru. 
Jeśli macie skórę tłustą lub mieszaną podkład nie powinien spotęgować efektu błyszczenia się, choć jak wspomniałam puder to konieczność. Będzie delikatny, solidnie kryjący, nieobciążający. W przypadku skóry suchej lub naprawdę przesuszonej uważam, że sprawdzi się jeszcze lepiej. Pod makijażem dyskretnie ją nawilży i nie ujawni suchych skórek. 
Dodam w skrócie, że podkład HypoAllergenic jest produktem dla osób o skórze wrażliwej, jest średnio/mocno kryjący, kremowy, trwałym, świetnie współpracującym z bazą pod makijaż HypoAllergenic. Nie roluje się, nie wchodzi w załamania i nie przesusza, wręcz przeciwnie. Koniecznie wypróbujcie, może podzielicie moje zachwyty :)  

czwartek, 25 grudnia 2014

Trochę nowości :)

Dawno już pisałam o kosmetykach marki Bell, ale na szczęście nie dam Wam o nich zapomnieć i już niedługo możecie spodziewać się nowych recenzji. Zupełnie nieoczekiwanie wpadł listonosz z paczuszką, w której znalazłam lakiery z kawowej serii i produkty, moje ulubione chyba - HypoAllergenic, dokładnie fluid matujący i bazę pod makijaż. 

Nie wiem, jak długo zajmie mi testowanie tych kosmetyków, biorąc pod uwagę fakt, że chcę im się naprawdę dokładnie przyjrzeć. Fluid (mój odcień 02) chciałabym wykorzystać tej zimy. Jest dedykowany skórze tłustej, aczkolwiek delikatnej, wrażliwej, czyli  takiej, jaką posiadam. Mam nadzieje, że działanie matujące nie będzie szło w parze z wysuszeniem skóry, a pożądany efekt utrzyma się na twarzy przynajmniej przez pół dnia, współpracując dobrze z pudrem. 

Bazy na co dzień nie używam, ale są wyjątkowe dni, kiedy może pomóc. Chociażby wesela, imprezy, czy zbliżający się Sylwester. Liczę, że faktycznie wygładzi skórę i przedłuży trwałość makijażu. Oby tylko nie zapychała, ale nie bądźmy pesymistami! W końcu prezentuje się solidnie! :)
Lakiery kuszą i swoją nazwą i opakowaniem. Posiadam numery 03 i 04. Pierwszy to piękny beż z lekką domieszką różu, natomiast drugi jest zdecydowanie ciemniejszy, takie porządnie spienione latte! Ciężko im się oprzeć! Dostępne są jeszcze dwa inne odcienie. Używałyście już tych kosmetyków? Któryś w szczególności Was zaciekawił?

Jeszcze raz! Wesołych Świąt!

środa, 12 listopada 2014

Lekki jak piórko - Clinique, Anti Blemish Solutions

Przykro mi, że długo mnie nie było, ale to chyba tak tylko chwilowo. Kilka rzeczy uległo w moim życiu zmianie i muszę się do tego przyzwyczaić. A to z kolei sprawiło, że potrzebowałam czasu. Natomiast jego jest zawsze za mało! I taka oto powstała plątanina prosto z mego dnia codziennego. 

Ale prywatami zajmę się innym razem, przy innymi wpisie. Dziś podkład, który polubiłam od pierwszego użycia. Kojarzy mi się z latem, świeżym makijażem, lekkością. Jest taki inny, kryjący, ale nie tapetujący, konkretny, a zarazem nieodczuwalny, dosyć płynny, choć treściwy, naprawdę dobry, tylko czy nie mógłby być lepszy? Mowy nie ma! W zupełności spełnia oczekiwania mojej skóry :) 

Jak wspomniałam - kryje na przyzwoitym poziomie, nieźle się aplikuje, nie zostawia smug, nie wysusza, współpracuje z innymi kosmetykami, jest wydajny. Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić byłoby to wykończenie - dla mnie zbyt dużo błysku, za mało matu, ale od czego mamy bibułki matujące i porządne pudry? Podkład ma za zadanie przede wszystkim wyrównać koloryt skóry - Anti Blemish Solutions i z tym radzi sobie naprawdę fajnie.
01 jest jasny, nawet bardzo
Kończąc już, bo trzeba iść spać, jutro praca do późna..polecam ten podkład szczególnie w okresie letnim - jesiennym, choć może i teraz się sprawdzi. Warto zainwestować trochę więcej kasy i mieć go w swojej kosmetyczce. Miłego dnia! Właściwie - nocy. 

czwartek, 23 października 2014

Podkład jak..waniliowy budyń

Czasami, a nawet dosyć często zdarza się, że kosmetyk jest jednocześnie mega hitem i paskudnym bublem. I tak też było tym razem - z korzyścią dla mnie. Zyskałam bowiem podkład dobry dla mojej skóry, w pełni zaspokajający jej potrzeby. 

(nie wiem czemu tak wyszedł, ale podkład nie jest zmieszany z kremem, czy rozwarstwiony!)
Revlon PHOTOREADY (odcień 002 Vanilla) to według mnie świetna alternatywa dla sławnego Colorstay. Jest lżejszy i z pewnością zrobienie sobie krzywdy na twarzy w formie maski jest mało prawdopodobne. Posiada półpłynną konsystencję, szybko się rozprowadza. Kryje w stopniu średnim (ale myślę, że większość kobiet nie wymaga mocniejszego), więc na większe niedoskonałości, lub na przebarwienia proponowałabym jednak korektor (np. świetny z NYX'a). 

Sam może nie być trwały i skóra skłonna do błyszczenia się na pewno nie będzie wyglądać dobrze. Z   dopasowanym pudrem i korektorem tworzy zestaw niezastąpiony każdego dnia. Jego wykończenie dla mnie jest takie właśnie na co dzień. Delikatne, dziewczęce, naturalnie i w pozytywnym tego słowa znaczeniu - świecące. Nie każdy to lubi, więc wielbicielki perfekcyjnego matu, idealnej gładkości, stu procentowego krycia, zakup powinny porządnie przemyśleć. Colorstay kojarzy mi się z zimą, wielkimi uroczystościami lub geometrycznymi, czysto twórczymi makijażami. Ten natomiast to przywołanie wiosny, subtelności, całego tego czaru, który siedzi w kobiecie :)

poniedziałek, 22 września 2014

Coś tu nie gra!

Cześć! :) Humor mi dopisuje, studia przerażają, motywacji do blogowania nie brakuje, ale jeszcze gdzieś tam wakacyjny leniuch się za mną ciągnie. Jestem trochę rozbita. Z jednej strony cieszę się ze zmian, które wiecznie gdzieś się przewijają w moim życiu, z drugiej natomiast tęsknię za spokojem. Oczywiście nie mam na myśli nudy, rutyny, tylko pewne stałe lądy, dzięki którym czujemy się bezpiecznie. Nieważne, tak czy inaczej, tej nocy mam trochę czasu i zamierzam poprzeglądać sobie Wasze blogi. Ostatnio, czyli dobry kawał czasu temu, gdy tak sobie czytałam, oglądałam strony naprawdę znanych, w sensie znanych mi blogerek, bo prowadzą blogi kilka lat, lub 3-4 tak jak ja, to aż odechciało mi się. Myślę, że nie przesadzę jak powiem, że reklama totalnie zjadła blogosferę, a  granica jej dobrego smaku, dawno zanikła. 

Pozostawię ten przykry temat i przejdę do sedna - czyli do podkładu jedej z moich ulubionych marek - Max Factor, rzecz jasna. Kusił mnie odkąd tylko pojawił się w drogeriach. Wyobrażałam sobie lekki, choć konkretny mus wymieszany z porządnym kremem. Moje rozczarowanie było wielkie.

Whipped Creme na pewno przyciąga. Ma fajne opakowanie, cena ok. 40 zł również wydaje się być atrakcyjna. Odcienie, a przynajmniej mój 50 pasuje co drugiej Polce - naturalny, jasny/średni beż, bez różowych tonów, idący bardziej ku tym żółtym. Na twarzy nie ciemnieje, co jest ogromnym plusem. Dobrze się rozprowadza, jest całkiem gęsty, jednak wyraźnie czujemy tę lekkość. Kryje rzeczywiście przyzwoicie. Z lekkimi przebarwieniami na pewno sobie poradzi.

Co więc aż tak mnie zniechęciło? Przede wszystkim wykończenie, które miało być półmatowe. Matu nie dostrzegam żadnego. Mało tego, podkład ten sprawia, że bardzo szybko moja skóra zaczyna się błyszczeć i nie jest to wina pudru. Nigdy tak nie miałam. Kolejną wadą jest moim zdaniem gładkość, a w zasadzie jej brak. Producent obiecuje wygładzoną skórę, naturalną, nawilżoną. Po aplikacji niestety jestem posiadaczką cery zapchanej, zrogowaciałej i jak już powiedziałam, niemiłosiernie błyszczącej się. 

Nie wiem, jakie są Wasze odczucia względem tego podkładu. Dla mnie to niewypał. Podkład powinien przedłużyć działanie pudru, a nie wypływać na nie tak niekorzystanie. 

piątek, 6 czerwca 2014

Od beżu do pomarańczy...na twarzy

Hej! Pewnie każda z Was miała podkład, który idealnie stapiał się z cerą, idealnie maskował niedoskonałości, po prostu był idealny, gdyby nie fakt, że w idealnie szybkim tempie ciemniał na twarzy i robił z nas idealnie spaloną skwarkę. Za dużo idealnie? Oczywiście, więc więcej tego słowa dziś nie użyję, za to trochę ponarzekam, a mam na co!

Podkład Bell Mat and Cover do zakupu jakoś specjalnie by mnie nie zachęcił. Opakowanie jest dosyć proste, nie rzuca się w oczy. Na pewno jest jednak praktyczne i wygodne. Etykiety niestety nieczytelne, to znaczy, czytelne, przeczytać je mogę, choć bardzo przy tym mrużę i męczę oczy. 

Kolejną rzeczą do której mogę się przyczepić jest odcień. 02 natural dla typowej Polki powinien być jasnobeżowy, może nie blady, ale też nie za ciemny. Nie mamy kobiet mulatek, nasze skóry są dosyć jasne. Natural w rozumieniu producenta jest ciemnym beżem. Mi to pasuje, gdy chodzę na solarium i używam kremów brązujących. Natomiast dla mojej "naturalnej" karnacji jest zdecydowanie za ciemny. 
Na skórze zmienia swój ciemnobeżowy odcień w pomarańcz. To wada, która produkt u mnie całkowicie przekreśla. Nie czułabym się bezpiecznie wychodząc z domu i mając taki kosmetyk na twarzy. I co z tego, że nieźle matuje, że całkiem porządnie kryje, to co kryć powinien, że nie przesusza... Wszystkie plusy schodzą na drugi plan, kiedy jesteśmy smutną pomarańczką. 

Nie mogę polecić Wam tego podkładu, ale przyznam, że zastanawiam się, czy najjaśniejszy odcień zachowuje się na skórze tak samo.. Może nie? Nie wiem i chyba tego nie sprawdzę. 

Na zdjęciach macie porównanie z podkładem z Bell z serii CC cream. To rzecz jasna, ten dużo jaśniejszy. 

sobota, 3 maja 2014

Wielkie rozczarowania kwietnia + tydzień w zdjęciach :)

Cześć! Czasu przed maturą jest już bardzo mało, a ja przyznam się, że nie mam nawet prezentacji maturalnej. Tak, wiem, jak tak można - można. Do piątku mam czas, od poniedziałku natomiast rozpoczynam walkę z arkuszami. Może się mylę, ale czuję, że to nie będzie wcale aż tak trudne, jak teraz nam się wydaje. Za chwilę lecę tworzyć ramowy plan prezentacji, jak i samą prezentację + będę oglądać Grę o Tron, jednak zanim to nastąpi, chcę się Wam trochę wyżalić na ten piękny świat. 
Zacznę od kosmetyków. Im bogatszy mój portfel, tym częściej dochodzi do nieplanowanych zakupów, co skutkuje moim niezadowoleniem. Buble przewijają się w moich kosmetyczkach ostatnio zbyt często. Jest nim niewątpliwie nowość L'Oreal, porównywana, o zgrozo do Revlonu! Infallible 24H to podkład przyciągający uwagę - klasyczne, eleganckie opakowanie, przyjemna cena (ok. 40 zł ), w miarę naturalne odcienie. Gorzej jest, gdy już ten produkt nałożymy na buźkę. Owszem, wciąż przyciąga uwagę, ale tylko i wyłącznie, dzięki pomarańczowej mgiełce, która nas otacza. 
prawda, że pomarańcza? ;)

Krycie średnie, konsystencja całkiem fajna - dobrze się rozprowadza, początkowo stapia. Niestety problem tkwi we współpracy podkładu ze skórą. Po kilku minutach zmienia on swoją barwę, ciemnieje i zamiast ciepłego, naturalnego beżu, który podkreśli naszą opaleniznę, mamy totalną skwarę. 
Kolejnym moim zawodem jest szampon i odżywka (ok. 30 zł/ sztuka) mojej ulubionej marki - John Frieda. Z każdej serii byłam zadowolona, z każdej! Ta, najnowsza to dla mnie istny koszmar. Frizz Ease wydawała mi się stworzona na potrzeby moich włosów. Producent obiecywał wygładzenie, nawilżenie, ułatwienie prostowania, przyjemniejsze układanie... i nic. Poczułam na głowie wyłącznie obciążenie. Czasami miałam nawet wrażenie, że moje włosy są sklejone, nieświeże, po prostu okropne. Mogę spokojnie ten duet nazwać największym rozczarowaniem ostatnich miesięcy. 

Narzekania na dziś koniec. Kilka luźnych informacji z ostatniego tygodnia :)
Nabyłam tę maseczkę w Rossmannie. Strasznie mnie ciekawi, no i przyznam szczerze - kompozycja z truskawką skutecznie mnie przyciągnęła. Cena: ok. 1,70 zł
Przez zbliżającą się maturę, przeczytałam całkiem ciekawą książkę - "Przekleństwa niewinności". Szału może nie ma, jednak jest dosyć specyficzna i zostaje w pamięci. Myślę, że warto przeczytać ją, gdy mamy wolny wieczór i szukamy czegoś innego. Od kilku dni nosze mój ukochany suwaczek :DDD
Nie tak dawno próbowałam zrobić coś a'la brownie, ale nie wyszło.. Miało być wilgotne, miało być czekoladowe, miało być niskie i mega słodkie, jednak..nie aż tak! :O Po wszystkich świątecznych i nieświątecznych obżarstwach słodyczami, wróciłam na zdrowy tryb i postanowiłam wcinać bardzo ostre, warzywne zupki, które podkręcą nieco metabolizm.
Pozostając przy zdrowym odżywianiu, chcę Wam zaprezentować bardzo fajne aplikacje na telefon. Nazywają się "Dziennik Posiłków" i "Dziennik Posiłków Lite". Mamy tam bazę wielu produktów, ich wartości odżywcze, mało tego, możemy wyliczyć swoje zapotrzebowanie, dodawać posiłki, całe jadłospisy, dodawać nowe produkty. Świetna sprawa, jeśli mamy problem z kontrolowaniem kalorii :)
Na koniec pokazuję Wam kawałek moich ulubionych perfum - pewnie domyślacie się których :) I zdjęcie z mini spa dla rąk :D Puder do kąpieli dla dłoni z BingoSpa to moim zdaniem ich najlepszy produkt.

Miłego wieczoru, właściwie nocy Wam życzę!

sobota, 12 kwietnia 2014

Nowości kosmetyczne i ubraniowe (nowość L'Oreal, John Frieda)

Witajcie! Za chwilę uciekam do pracy, ale zanim tak się stanie, muszę napisać chociaż kilka słów, no i pokazać Wam moje nowości :DDD Kurczę, nie mam zupełnie czasu, jednak fakt, że koniec roku już za tydzień i zostanie mi na głowie tylko matura, podnosi mnie na duchu. Przechodzę do rzeczy, bo nie mogę sobie pozwolić na zbyt długie przynudzanie. Zakupy duże nie były, trza oszczędzać :DDD
W Hebe nie mogłam przejść obojętnie obok nowej serii John Fireda (ok. 30 zł/ sztuka). Szampon i odżywka, które rzekomo wygładzają włosy, wzbogacone o formułę ze stylizującym polimerem znalazły się w moim koszyku, następnie na głowie. Na razie nie powiem nic - mam bardzo mieszane odczucia. 
Nowy podkład od L'Oreal, Panie w Hebe porównywały wręcz do mega kryjącego klasyka z Revlonu. Moim rozczarowaniom nie było końca, gdy pierwszy raz użyłam go w domu... Niebawem napiszę o nim więcej. Zakup radzę jednak już teraz porządnie przemyśleć i nie ulegać opiniom innych ;)
Do wspomnianego rozczarowania dostałam w prezencie balsam do ust.. Szkoda, że to naprawdę niemal bezbarwny kosmetyk, który tylko delikatnie podbija naturalną barwę ust..


Ostatnimi kosmetycznymi zakupami były dwa błyszczyki z Bell. Kolory idealne na wiosnę :) Pokażę je na pewno na ustach. Są przepiękne i jestem z nich strasznie zadowolona! :DDD


Na sam koniec kilka rzeczy typowo ubraniowych :D Zmykam, bo znów się spóźnię do pracy :DDD Miłego popołudnia Wam życzę i obiecuję pojawić się tu już niedługo :)
 Reserved
 New Look
 Cropp
HM

wtorek, 25 marca 2014

(Nie)Sławny duet - daje radę?

Fakt, że piszę ostatnio raz na tydzień nie daje mi spokojnie spać.. I właśnie, jest przed pierwszą w nocy, a ja siedzę i obrabiam zdjęcia :DDD Może to i głupota, biorąc pod uwagę fakt, że rano będę nieprzytomna, ale trudno. Zawsze szybko nudziły mi się moje nowe zainteresowania. 4 maja mijają 3 lata odkąd prowadzę bloga i rzucić tego nie zamierzam. Istota bloga, to serce, które wkładamy w jego tworzenie. 

Jeśli znowu zacznę obiecywać, jak to zamierzam często uczestniczyć w życiu bloga, to pewnie otrę się o lekką hipokryzję, dlatego daruję sobie. Pocieszam się jednak - coraz bliżej maj - matura i już tylko mnóstwo wolnego. No, nie licząc pracy i innych obowiązków. 
Przechodzę do recenzji dwóch produktów firmy Bourjois. Jakiś czas temu skusiłam się na podkład tej firmy, a niedługo później na puder. Jestem w chwili obecnej pewna swojego zdania. Przetestowałam te kosmetyki w dniach lekkich, spędzonych na przyjemnościach, ale też kiedy czekała mnie 9 godzinowa, ciężka praca. Bywało różnie - raz lepiej, raz gorzej...

Zacznę od pudru w kamieniu. Pochodzi z serii healthy balance. Mój odcień to 56 light bronze. Kupiłam go w promocji w SP za mniej więcej 30 zł. Kolor wpada w ładny, ciepły i oczywiście ciemny beż. Na pierwszy rzut oka - idealny dla opalonych dziewczyn. Od razu po nałożeniu na twarz prezentuje się świetnie. Matowi skórę, wyrównuje koloryt, nie podkreśla suchych miejsc, ani nie zatyka porów. Z czasem jednak zmienia swój odcień i tworzy pomarańczowe placki.. Efekt skóry bez niepożądanego blasku również nie utrzymuje się długo - 2-3 godzinki i problem wraca. Puder z Bourjois zdecydowanie nie zrobił na mnie wrażenia...

Podkład tej samej firmy, jednak z serii 123 Perfect to nieco inna bajka :) Zakupiłam odcień 54 Beige i genialnie wtapia się w moją skórę. Kosmetyk jest lekki i przyjemny podczas aplikacji. Wyrównuje koloryt, maskuje drobne zaczerwienienia i nie tworzy efektu maski. Uwielbiam go używać, ale bywają dni, że się po prostu nie sprawdza. To na tyle lekki podkład, że jestem w stanie porównać go do kremów BB. Jeśli macie wiele do ukrycia, to możecie być rozczarowane. Ja buteleczkę choć wykończę, to kolejnej nie kupię. 

Miałyście te produkty?  Jakie są Wasze opinie? 

PS. Lubię pisać, jak za oknem pada deszcz! :)

sobota, 15 lutego 2014

Zakupy - staniki, nowy podkład, samoopalacz i inne

Cześć! Jestem tak zabiegana, że nie mam czasu by tu wpaść. Na szczęście zaczęły się ferie, więc może znajdę wolne chwile i zacznę pojawiać się częściej na blogu. Bardzo bym chciała, bo brakuje mi tego. Dziś, przychodzę do Was z mini zakupami. Ostatnio nie szaleję, kupuję wyłącznie to, co najpotrzebniejsze :DDD
STANIKI! :D Uwielbiam je kupować i mogłabym co tydzień sprawiać sobie nowy.. Nie potrzebuję żadnych "zbieraczy", tych "podtrzymujących" i innych. Na co dzień zazdroszczę koleżankom obfitego biustu, ale w takich momentach cieszę się z mojego skromnego C. Po biustonosze zawsze wybieram się do H&M i jeszcze nigdy zawiedziona nie byłam. Nie dość, że ładne to jeszcze w niezłej cenie (mniej więcej do 60 zł) i o całkiem przyzwoitej jakości. W porównaniu choćby do Reserved - są idealne :))) A może Wy polecicie mi jakąś sieciówkę z fajnymi stanikami? Z chęcią wybiorę się do nowego miejsca na stanikowe łowy :DDD
Nie wiem, co mnie podkusiło, ale skusiłam się w Hebe na nowy samoopalacz z Lirene i szczerze Wam go odradzam... Jestem opalona a mimo to odcień okazał się za ciemny. Na dodatek nawet przy naprawdę uważnej aplikacji zostają smugi. Jestem totalnie zawiedziona i cieszę się, że nie położyłam tego dziadostwa na twarz, bo nie wyszłabym z domu. Dla mnie to 20 zł wyrzucone do kosza... 
W Rossmannie natomiast upolowałam na promocji podkład Bourjois za 35 zł. Jest super! Nie rozumiem tych wielu niepochlebnych opinii, które panoszą się w internecie. Że niby ciemnieje, że wysusza...Ja nic takiego nie zauważyłam. Dobrze kryje, stapia się ze skórą, nie tworzy efektu maski. Jestem na tak!
Wzięłam też niezastąpiony duet z Alterry i żel z OS - świeży, słodki, cytrusowy - ulubiony :)))
A co Wam ostatnio wpadło w ręce? :))) Miłej nocy! 




niedziela, 29 grudnia 2013

Idealny podkład dla bladziochów + paletka Barry M SMOKIN HOT z bliska :)

Cześć! :) Hasłem i zarazem celem w piątek były lumpeksy. Wprawdzie nie wynosiłam z nich pełnych siatek, choć coś tam zawsze wpadło i jutro pokażę Wam co :) Przy okazji wspomnę, że w żadnym z nich wcześniej nie byłam. Większość niestety - rozczarowało mnie pod wieloma względami, ale niektóre też pozytywnie zaskoczyły. Po mniej lub bardziej udanych odwiedzinach jestem pewna jednego - jak po kreację sylwestrową to tylko do lumpeksu, owe suknie i przebrania są dosłownie w każdym! :O
Pozwólcie, że najpierw pokażę Wam z bliska paletkę Barry M SMOKIN HOT. Mamy w niej 6 cieni do powiek, róż i dwa aplikatory. Cena to ok. 32 zł. 5 cieni posiada błyszczące drobinki, tylko jeden - czarny jest zupełnie matowy i pozbawiony błyskotek. 3 najjaśniejsze odcienie nazwałabym satynowymi, a 2 błyszczące i ciemniejsze - satynowo-matowymi. Czerń to jak wspomniałam mat. Róż jest ciepłą, intensywną brzoskwinią. Z pewnością wyrazistą, dla skóry normalnej bądź nieco opalonej. Kompozycja cieni jak najbardziej trafia w mój gust - nadaje się zarówno do makijażu dziennego jak i wieczorowego :) 
Jutro lub pojutrze pokażę Wam jak cienie wyglądają na skórze. Pigmentacja nie jest zła :) Pokażę Wam również jak wyglądają na ustach szminki z paletki Sleeka. Dajcie mi chwilkę! :)