Wrzucam dziś zdjęcia do wpisów z bólem serca. Światło mi nie sprzyja i pstrykam, pstrykam a tu totalna klapa. Beznadziejna jakość, beznadziejne oświetlenie, ostrość, po prostu - beznadzieja. Czy godzina 8, czy 10, czy 12, moje zdjęciowe plany legną w gruzach.
Trzymam kciuki, że deszczową pogodę szybko zastąpi piękna, gruba warstwa białego puchu, ale gdyby tak się nie stało, trudno, nie mogę przecież z powodu kiepskich warunków do zdjęć, przestać pisać :) Dziś trochę o Biedronce. Wczoraj kupiłam w niej kilka naprawdę fajnych rzeczy, które chciałam Wam pokazać. Nie wiem, od czego zacząć..Może..
Tinty! Kto by pomyślał, że znajdziemy tam róże do policzków w formie tintów marki Bell. Kosztowały 7,99 zł / sztuka. Nie są płynne, lakierowe, tylko kremowej. Przygarnęłam dwa odcienie, śliczną, intensywną brzoskwinię i uniwersalny, niezawodny róż.
Nie mogłam też oprzeć się foremkom do kostek lodu. Zawsze zapominałam je kupić, a tu taka okazja, jedyne 5,99 zł i takie urocze kwiatuszki!
Jak co roku w Biedronce kupuję kalendarz ścienny (6,99 zł). Jest genialny, tani, estetyczny. Nie mam pojęcia, gdzie znalazłabym TAKI kalendarz w TAKIEJ cenie! Szok :D
I ostatnią rzeczą, jaką przygarnęłabym jest świeca. Nie wiem, czy będzie pachnieć po odpaleniu jej. Jeśli nie, trudno. Niepodpalona ma tak obłędny zapach wiśni i czekolady, że wybaczę tej świeczce wszystko! Jej cena to 4,99 zł. Była też kompozycja pomarańcza z cynamonem - polecam ;)
Uciekam sprzątać, szukać przepisów, robić w końcu te pierniki, których do tej pory nie zrobiłam. No i lecę też oglądać świąteczne filmy..Do zobaczenia wieczorem!















