Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Błyszczyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Błyszczyki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 maja 2014

Coś innego niż wszystkie?

Jest północ, a ja piszę. Odpalam też Hobbita, bo nigdy nie miałam okazji obejrzeć. Nie, nie zwariowałam. Znalazłam tylko pracę i zaczynam ją o 4. Dla osoby, która śpi tak długo jak ja, brzmi dramatycznie, ale wierzę, że można się przyzwyczaić. I poza tym... zdradzę Wam sekret :DDD Zawsze lubiłam jeździć nocnymi autobusami, hah! Mówię całkiem poważnie :) Jedyne, co mnie martwi w chwili obecnej to przeziębienie, które idzie do mnie wielkimi krokami...
Dziś chcę Was zająć dosyć znanym produktem, znowu kosmetykiem do ust, ale spokojnie - robię sobie od nich przerwę. Błyszczyk Revlon SuperLustrous w odcieniu 225 Berry Allure  to kolejny fiolet w mojej kolekcji. Głęboki, intensywny, z lekką nutką fuksji. Kosztował po promocji -40% ok. 18 zł. 

Niestety już przy pierwszej aplikacji widzimy, że nieco transparentny. Gdzieś ta pigmentacja ucieka.. Za to przynajmniej konsystencja nie jest zła! Owszem, jak to błyszczyk, odrobinę się lepi, jednak nie skleja, nie roluje się na ustach, nie wysusza ich. Cała jego specyfika leży w efekcie, jaki daje. Jest to fajna tafla, która niezmiennie kojarzy mi się z wodą, latem, słońcem i wakacjami. 
(nie pytajcie, czemu to tak wygląda na zdjęciu, w rzeczywistości jest lepiej :D)

Czy jestem zadowolona? Niekoniecznie. Ten błyszczyk miał być inny niż wszystkie. Miał odbijać słoneczne promienie, a jednocześnie posiadać nasycony, piękny kolor. Tego drugiego zabrakło, choć i tak muszę przyznać, że jest w tym produkcie coś innego niż we wszystkich typowo drogeryjnych. 
( może to ta galaretkowata konsystencja? :DDD)

czwartek, 15 maja 2014

Powiększone usta? Przekonajmy się

Czasami zdarza mi się spotkać fajną kobietkę w Hebe. Dzieje się to niezwykle rzadko, dobra, raz mi się udało. Nigdy, naprawdę nigdy tak świetnie mi się nie rozmawiało. I owa rozmowa przedłużała się, a ja brałam coraz więcej rzeczy..i tak jakoś wyszło, że do kasy pomaszerowałam z błyszczykiem, którego w życiu bym nie kupiła, ale jednak kupiłam. Ma masę drobinek, jest nieznanej mi firmy - to dwie cechy, najczęściej wykluczające u mnie dany kosmetyk. Zrobiłam wyjątek, dobrze, że zrobiłam :)
Misslyn możliwe, że tylko mi jest nieznana. Kiedy pojawiła się w drogerii, jakoś nie miałam ochoty jej wypróbować. Niczym mnie nie zachęcała - oczywiście nie była też odrzucająca. Po prostu według mnie nie wnosiła niczego nowego. Teraz, gdy trochę przy niej pochodziłam, popatrzyłam, stwierdziłam, że opakowania są niczego sobie - eleganckie, niezłej jakości.. Wpadł mi też w oko błyszczyk, rzekomo powiększający ust i postanowiłam spróbować. Nie spodziewałam się szału, a tu proszę!
Jego numerek to 55, new lover. Określiłabym go jako jogurt jagodowy, bo to jednak taki fiolet rozbielony. Z mnóstwem drobnych drobinek, przeważnie złotych. Idealny będzie na lato, kiedy promienie słoneczne będą odbijać się w naszych ustach, a pomalowanie ich będzie stanowiło główny element make'upu. 
Ładnie kryje, jest dosyć gęsty, dobrze się nakłada. Niestety nieco skleja, choć to jedyna wada, jaką zauważyłam. Nie wysusza i trzyma się naprawdę nieźle przez kilka godzin. Drobinki nie wyglądają tandetnie, tylko tworzą razem coś przypominającego taflę. Ona z kolei optycznie nieco powiększa usta. A może tylko tak mi się wydaje? Nie wiem, w każdym razie jestem pewna, że był to trafiony zakup!

wtorek, 13 maja 2014

O pięknym bublu - najgorszym do tej pory..

Ostatnio poczyniłam niemałe zakupy kosmetyków do ust. I oto, przyszedł czas na pierwsze marudzenie, pierwszy niewypał, pierwsze ogromne rozczarowanie. 
Matowy błyszczyk do ust, który właściwie ma przypominać szminkę - Lasting Extra od Lovely (nr. 3), posiada w sobie też coś ze znanych nam tintów. Może to konsystencja, niezwykle rzadka, zasychająca..? Odcień jest mocno napigmentowany, wręcz piękny. Przy pierwszej aplikacji będziecie zaskoczone - zapachem, sposobem w jaki otacza nasze usta, matowym, ale też wygładzającym wykończeniem. Co więc jest w nim nie tak? Dlaczego zupełnie się zniechęciłam? 
Małe problemy są podczas aplikacji, gdyż kosmetyk rozlewa się nam poza granicami ust. Ale to nic takiego, wprawiona ręka, szybko to opanuje..do pewnego momentu.. W prawdziwych tarapatach jesteśmy, gdy posmarujemy usta tym błyszczykiem i pewne jego trwałości, wyjdziemy na choćby chwilę z domu. Kiedy produkt schodzi z ust, a dzieje się to po minucie po nałożeniu, nie wiem, jak to możliwe, ale on się wręcz roluje na wargach! Coś strasznego! Nigdy czegoś takiego nie widziałam. Miałam przez moment wrażenie, jakbym zrobiła sobie peeling, bo zrulowane cząsteczki błyszczyku zmieniły się w ostre kuleczki.. Już chyba nie muszę wspominać, że na ustach prócz konturu nic nie zostało... 


Początkowy zachwyt stał się ogromnym rozczarowaniem. Myślałam, że za niską cenę (ok. 4 zł - po promocji), udało mi się wyłapać perełkę! Nic bardziej mylnego, niestety... bo byłoby tak pięknie...Nawet na zdjęciach nie byłam w stanie uchwycić go w najlepszym momencie, bo od razu po nałożeniu dawał się we znaki... Co za bubel! :O A może z jaśniejszymi odcieniami jest lepiej? Jakie macie doświadczenia? 

sobota, 10 maja 2014

Kosmetyczne zakupy | -49% w Rossmannie i -40% w Hebe

Witajcie! :) Post ten niestety będzie bardzo krótki, ponieważ czeka mnie miły, ale też wyjątkowo intensywny dzień. Wciąż nie mogę uwierzyć, że wczorajsza prezentacja maturalna poszła mi tak dobrze i na 20 punktów zdobyłam całe 18. Jestem z siebie dumna! Postanowiłam to uczcić oczywiście zakupami i prócz uroczej piżamki, którą sobie sprawiłam, powędrowałam oczywiście do drogerii, bo gdzie indziej? ;)

Skorzystałam z promocji w Rossmannie i w Hebe (szafy Revlon). Kupiłam..uwaga..jedynie kosmetyki do ust. Jakoś nic innego mnie nie kusiło. Ciągle wyszukuję nowe odcienie szminek i błyszczyków, które w swojej kolekcji po prostu muszę mieć. Tak było i tym razem. Wkrótce pokażę Wam jak wyglądają na ustach, a na razie, na dobry początek i zachętę kilka zdjęć :) 
Zacznę od Rossmanna. Upolowałam w nim śliczny, jagodowy tint z Manhattanu. Jakość niestety nie powala na kolanach, ale nie mogłam przejść obok niego obojętnie.. Odcień - soft nude. 

Wrzuciłam do koszyka szminkę, na którą czaiłam się od dawna. Piękny, intensywny fiolet. Cudeńko :) L'oreal, odcień 203. 
Dopełnieniem zakupów był tani jak barszcz błyszczyk z Lovely Extra Lasting 03. Ciekawy, mam nadzieje, że na ustach będzie się prezentować nienagannie :) 
W Hebe skusiłam się na błyszczyk z Revlonu. Ta marka właśnie była w dniu wczorajszym objęta promocją. Wybrałam oczywiście odcień wpadający w śliwkę. Jednak nie sam kolor mnie urzekł. Moje serce podbił efekt tafli, jaki na ustach tworzy ten własnie produkt. Odcień 225. 
 
Ostatnim kosmetykiem do ust na jaki się skusiłam był błyszczyk z Misslyn. Uwierzycie, że to mój pierwszy produkt tej marki? ;) Jest bardzo oryginalny i posiada masę drobinek. Może dlatego, że jest ich wiele nie rzucają się aż tak w oczy, tylko tworzą ładną, lustrzaną całość. 

Teraz chodzi mi po głowie, piękny, liliowy, blady kolor. Może coś mi polecicie? :)

piątek, 18 kwietnia 2014

Dla każdego, coś fajnego :DDD

Witajcie! Moja myśl wczoraj tuż po przebudzeniu, czyli po godzinie 18, brzmiała - jesteś za stara na imprezy (Kasia, lat 19). W momencie, gdy olbrzymi kac nie jest powodem do dumy, tylko zwyczajnym wyrzutem sumienia, coś tu jest nie tak, dlatego też nie pozostaje mi nic innego, jak obiecać sobie, że w przeciągu najbliższych, no dobra, dwóch tygodni, po alkohol nie sięgnę. Pomijając wczorajsze piwo, w celu zwalczenia kaca, rzecz jasna! Jestem zmęczona, oglądam Seks w Wielkim Mieście w ramach szukania inspiracji i nie wiem, co zjeść na obiad, prócz puszki masy makowej, która świąt pewnie nie doczeka..

A żeby nie odbiegać nadto od tematyki bloga, przechodzę do tematu, a dokładniej - do błyszczyków Bell. Powiem szczerze - więcej je łączy niż dzieli. Zarówno cena, konsystencja, opakowanie, aplikator - wszystko bez większych różnic, dlatego moi ulubieńcy górują nad resztą po prostu odcieniem..

Glam Wear Nude 04 to faworyt z całej czwórki. Idealny beż wpadający w róż - i na co dzień i do ostrego makijażu. Trochę się lepi i szybko znika, ale czego wymagać od błyszczyka za 12 zł?

French Chic 03 to bardzo blady, landrynkowy róż. Niestety z moją naturalną barwą ust, nie komponuje się zbyt ciekawie, mimo że nosi się całkiem przyjemnie. Efekt zupełnie mnie nie zadowala i ponad to, myślę, że niewiele kobiet byłoby usatysfakcjonowanych tak jasnym błyszczykiem..
(pomyłka - podpis na zdjęciu, nie Glam Wear, tylko Royal Glam)
Royal Glam 064 podbił moje serce! To piękna, trwała malina. Genialnie sprawdzi się na ustach w lato i będzie grać pierwsze skrzypce w naszym makijażu. Nieco się klei, jak wszystkie moje błyszczyki z Bell. Opakowanie w mgnieniu oka nieestetycznie się ściera, ale te wady techniczne wybaczam :DDD

Glam Wear 031 jest odcieniem, którego się obawiałam. Już widziałam oczami wyobraźni, na swoich ustach brzydką pomarańczę. Na szczęście efekt totalnie mnie zaskoczył. Błyszczyk nadaje ustom pięknego blasku i lekkiego, troszkę koralowego koloru. Może i wpada on w pomarańczę, ale bardzo subtelnie.


Mogę Wam z czystym sumieniem polecić błyszczyki z Bell, a w szczególności serię Glam Wear - moją ulubioną. Za cenę ok. 12 zł dostajemy fajną jakość i naturalne, ładne odcienie :)))

sobota, 12 kwietnia 2014

Nowości kosmetyczne i ubraniowe (nowość L'Oreal, John Frieda)

Witajcie! Za chwilę uciekam do pracy, ale zanim tak się stanie, muszę napisać chociaż kilka słów, no i pokazać Wam moje nowości :DDD Kurczę, nie mam zupełnie czasu, jednak fakt, że koniec roku już za tydzień i zostanie mi na głowie tylko matura, podnosi mnie na duchu. Przechodzę do rzeczy, bo nie mogę sobie pozwolić na zbyt długie przynudzanie. Zakupy duże nie były, trza oszczędzać :DDD
W Hebe nie mogłam przejść obojętnie obok nowej serii John Fireda (ok. 30 zł/ sztuka). Szampon i odżywka, które rzekomo wygładzają włosy, wzbogacone o formułę ze stylizującym polimerem znalazły się w moim koszyku, następnie na głowie. Na razie nie powiem nic - mam bardzo mieszane odczucia. 
Nowy podkład od L'Oreal, Panie w Hebe porównywały wręcz do mega kryjącego klasyka z Revlonu. Moim rozczarowaniom nie było końca, gdy pierwszy raz użyłam go w domu... Niebawem napiszę o nim więcej. Zakup radzę jednak już teraz porządnie przemyśleć i nie ulegać opiniom innych ;)
Do wspomnianego rozczarowania dostałam w prezencie balsam do ust.. Szkoda, że to naprawdę niemal bezbarwny kosmetyk, który tylko delikatnie podbija naturalną barwę ust..


Ostatnimi kosmetycznymi zakupami były dwa błyszczyki z Bell. Kolory idealne na wiosnę :) Pokażę je na pewno na ustach. Są przepiękne i jestem z nich strasznie zadowolona! :DDD


Na sam koniec kilka rzeczy typowo ubraniowych :D Zmykam, bo znów się spóźnię do pracy :DDD Miłego popołudnia Wam życzę i obiecuję pojawić się tu już niedługo :)
 Reserved
 New Look
 Cropp
HM

wtorek, 25 marca 2014

Słodkości bez kalorii i idealne błyszczyki do pracy

Lubię te dni, kiedy mam wolne od pracy, robię sobie wolne od szkoły, śpię do 13, klikam zdjęcia i oglądam filmy. Tak jak teraz. Z dumą mówię - jest po 16, a ja właściwie o nic pożytecznego nawet się nie otarłam :DDD Mała przerwa każdemu z nas jest potrzebna, oby nie wkradała się w nasze życia zbyt często. Jutro wracam do obowiązków i tak będzie do niedzieli, dlatego znów zniknę :( Chociaż może..uda mi się zawitać tu w sobotę lub niedzielę. Życzę Wam miłego wieczoru i przechodzę do tematu :)
W Hebe udało mi się upolować całkiem ładne i naturalnie wyglądające na ustach błyszczyki z Bell. Kupiłam je z myślą o pracy - niestety lub stety nie każda kobieta siedzi w biurze, nudzi się i macha nogą by się rozluźnić. Ja swe początki z pracą zaczęłam w miejscu, gdzie ciągle jestem w ruchu.. W związku z tym makijaż musi być lekki i w miarę trwały. Kolory delikatne - jeśli się rozmażemy nie będzie aż tak widać. Ze swoją fuksją muszę się w takich chwilach rozstać i zastąpić ją jasnymi różami i beżami. Wybrałam błyszczyk z Bell z serii French Chic 03 - to bardzo jasny róż, który na ustach jednak dopasowuje się do naturalnej ich barwy.  Do koszyka wpadł też Glam Wear Nude 04 - beż z nutą brudnego różu. Jeszcze nie wiem, jak z ich trwałością, ale pierwsze wrażenie robią świetne. Chętnie wrócę po inne odcienie :DDD

W Hebe jest aktualnie promocja na peelingi Farmony. Miałam migdałowy, miałam waniliowy, a czekoladowego jakoś nigdy nie mogłam upolować. W końcu trafił w moje ręce i szalenie się cieszę, bo pachnie obłędnie! Ciemna czekolada i pistacja to absolutnie moje zapachy! :D Cena - 9,99 zł.

Wychodząc już prawie wrzuciłam do koszyka płyn do jamy ustnej Colgate wybielający zęby. Mam mało szczęścia i moja naturalna kość nie jest śnieżnobiała, ale staram się z tym walczyć.. Ostatni zakup, czyli pasta Blanx okazała się dla mnie wielkim niewypałem i zamiast jakichś efektów, moje zęby jak i dziąsła były podrażnione.. Mam nadzieje, że ten płyn takich szkód mi nie narobi :) Swoją drogą - może polecicie mi jakieś dobre produkty do jamy ustnej? Szczególnie te odświeżające i wybielające?