Jest północ, a ja piszę. Odpalam też Hobbita, bo nigdy nie miałam okazji obejrzeć. Nie, nie zwariowałam. Znalazłam tylko pracę i zaczynam ją o 4. Dla osoby, która śpi tak długo jak ja, brzmi dramatycznie, ale wierzę, że można się przyzwyczaić. I poza tym... zdradzę Wam sekret :DDD Zawsze lubiłam jeździć nocnymi autobusami, hah! Mówię całkiem poważnie :) Jedyne, co mnie martwi w chwili obecnej to przeziębienie, które idzie do mnie wielkimi krokami...
Dziś chcę Was zająć dosyć znanym produktem, znowu kosmetykiem do ust, ale spokojnie - robię sobie od nich przerwę. Błyszczyk Revlon SuperLustrous w odcieniu 225 Berry Allure to kolejny fiolet w mojej kolekcji. Głęboki, intensywny, z lekką nutką fuksji. Kosztował po promocji -40% ok. 18 zł.
Niestety już przy pierwszej aplikacji widzimy, że nieco transparentny. Gdzieś ta pigmentacja ucieka.. Za to przynajmniej konsystencja nie jest zła! Owszem, jak to błyszczyk, odrobinę się lepi, jednak nie skleja, nie roluje się na ustach, nie wysusza ich. Cała jego specyfika leży w efekcie, jaki daje. Jest to fajna tafla, która niezmiennie kojarzy mi się z wodą, latem, słońcem i wakacjami.
(nie pytajcie, czemu to tak wygląda na zdjęciu, w rzeczywistości jest lepiej :D)
Czy jestem zadowolona? Niekoniecznie. Ten błyszczyk miał być inny niż wszystkie. Miał odbijać słoneczne promienie, a jednocześnie posiadać nasycony, piękny kolor. Tego drugiego zabrakło, choć i tak muszę przyznać, że jest w tym produkcie coś innego niż we wszystkich typowo drogeryjnych.
( może to ta galaretkowata konsystencja? :DDD)









































