Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inglot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inglot. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 grudnia 2014

Magnetyczna paletka Inglota, jak mogłam jej nie mieć..

Od rodziców tak się złożyło, że prezent już dostałam. Był nią nowy Maczek i oto ta paletka Inglota. Początkowo miałam dobrać sobie do niej 10 cieni..gdy przyszedł już ten moment, to nie wiedziałam które, dlatego zdecydowałam się poprosić Mikołaja o 3 :DDD a resztę zostawię na potem, jak mnie najdzie wena do wybierania. 

Paleta jest wykonana porządnie i nie kosztuje wcale wiele. Do wyboru mamy ich całe mnóstwo. Ja w kolejnej będę trzymać róże, to pewne :) Ale w tej oto mieści się maksymalnie 10 cieni, które kupujemy w Inglocie (wkłady to znaczy:)
Aktualnie komponuję sobie taką szaloną paletkę do makijażu np. sylwestrowego :D Dużo brokatu, żadnych smutnych szarości. W oko wpadł mi iskrzący, czekoladowy kolor i równie zachwycający róż. Biel to konieczność, zawsze potrzebna. 
Czy nie wyglądają świetnie?! Jutro postaram się pokazać je w akcji, na powiekach :) A teraz lecę do sklepu dokończyć świąteczne zakupy! Na samą myśl o dzikich tłumach mi się odechciewa :D
Miłego wieczoru! :) Pierniczki upieczone? :D 

czwartek, 9 października 2014

Piękna ulubienica

Dziś bałam się wstać z łóżka i iść na lektorat z angielskiego. W liceum omijałam, na studiach trochę się nie da. Właściwie, po prostu - nie da się. Nie jestem dobra z języków obcych, kiepsko wchodzą mi do głowy, a sama jakoś nigdy nie chciałam się z nimi zmierzać. Stopień komunikatywny w zupełności mi wystarcza...W każdym razie, cieszę się, że zwlokłam się, ogarnęłam i poszłam. Nie było tak strasznie :) Z drugiej strony czuję rozczarowanie. Kiedyś od pani zajmującej się rozwojem osobistym usłyszałam, że człowiek w sytuacji stresującej/konfliktowej/problematycznej przyjmuje jedną maskę, jedno konkretne zachowanie, za każdym razem. I ja za każdym razem problemy staram się omijać, nawet te najdrobniejsze, jak stresujący angielski. Muszę przestawić się na tryb rozwiązywania ich. Długa praca przede mną... no ale nieważne, dziś otrzęsiny, trzeba się wybawić! No i mamy piękną pogodę! Proponuje wybrać się na spacer  :)))

W ostateczności zachęcam do przeczytania mojego wpisu na temat neutralnej szminki - ulubienicy. Klasyczny nude. Absolutnie w każdej kosmetyczce taki odcień powinien się pojawić. Początkowo moją uwagę przykuł jakiś Maczek, ale uznałam, że kosmetyki do użytku codziennego zbyt szybko mi się kończą, by co chwila wydawać 86 zł. Wybrałam więc tańszą wersję, naszego polskiego Inglota

Szminka ma numer 30 i pochodzi z serii Q10. Jest kremowa, drobinek nie posiada. Zapach produktu jest słodki, bardzo przyjemny. Opakowanie solidnie wykonane, srebrne, eleganckie, takie jak lubię. Odcień to na pewno ciepły beż, wpadający na pewno bardziej w brąz niż w róż. Subtelny, delikatny, myślę, że uniwersalny, do prawie każdego typu urody. 

Trwałość jest przeciętna ok. 3 godziny bez picia i jedzenia, ale za to konsystencja i aplikacja to ogromna zaleta. Nie wchodzi w załamania, nie podkreśla suchych skórek, nie wysusza, wręcz daje uczucie nawilżenia i gładkości. Na sezon jesień/zima jest genialna. 

Chętnie przygarnęłabym jakiś fiolet z tej serii, a jeśli nie ma to chociaż koral. Cena szminki to ok. 22 zł, dostępna w każdym salonie Inglot. 

wtorek, 1 lipca 2014

Tym razem odważnie :)

Cześć! Przeziębienie totalnie mnie rozłożyło. Dostałam wolne kolejne dwa dni i mam nadzieje, że się wykuruję, choć zdrowy rozsądek podpowiada mi, by iść do lekarza i zostać w domu na dłużej. Oby to nie było zapalenie oskrzeli, oby! Kompletnie nie mam czasu na choróbska. 

Dziś podtrzymam temat - wciąż o firmie Inglot, ale tym razem o ich eyelinerze. Powiem szczerze, że jestem rozczarowana asortymentem eyelinerów tej marki. Gdy podeszłam do stoiska miałam do wyboru dwie wersje..w płynie i w żelu. Trochę skromnie, dla mnie zdecydowanie za skromnie :DDD No ale skusiłam się na ten pierwszy i to nie czarny. Wybrałam piękny turkus, idealnie podbijający tęczówkę, idealny na lato!

Kosztował 22 zł / 4 ml. Jest płynny, choć nie za bardzo. Szybko zasycha i jest cholernie trwały! Woda go nie ruszy. Dopiero po kilku godzinach noszenia kolor nieco traci na intensywności, ale mimo to, spokojnie mogę powiedzieć, że kosmetyk sprawdza się w warunkach ekstremalnych - pracy, plaży, podczas ulewy. 

Pędzelek jest dobrze wyprofilowany, łatwo zrobić nim cienką, jak i grubą kreskę. Eyeliner nie podrażnia oczu, za pomocą dobrego produktu do demakijażu szybko możemy się go pozbyć. Dla mnie jest bezbłędny! Z pewnością kupię jeszcze inne kolory i Wam również polecam :)


Odcień / 32 seria/ Liquid Eyeliner Traceur Liquide

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Ideał, no prawie

Chyba gorszej wizji odnoszącej się do mojego blogowania nie mogłam sobie wyobrazić. Zaniedbałam stronę, jak tylko się dała. Po pierwsze i co najważniejsze - praca. Pracuję cały czas, bez przerw, ciągle. Taak trudno znaleźć chwilę na zdjęcia i pisanie.. Po drugie - wyniki matur - stresujące wydarzenie, ale zdałam, tak, zdałam, mogę się pochwalić, choć wyniki są beznadziejne. Po trzecie - szukanie szkoły, szukanie pomysłu na swoją dalszą edukację. Wszystko już za mną, nie licząc pracy, dlatego spokojnie mogę wrócić. A gdyby nie fakt, że dziś również pracuję, a jestem przeziębiona, to nawet miałabym dobry humor!

Dziś trochę o Inglocie, naszej polskie marce, porównywalnej niekiedy do Maca (trochę przesada). Bardzo lubię ich kosmetyki do twarzy, jak i do ust. Bardzo lubię też ich opakowania - sama klasa. Lubię ich też za przystępne ceny. Po prostu lubię Inglot, prawie tak jak sieciówkę Reserved. 

Kiedy skończyły mi się wszystkie pudry, jakie tylko miałam (o rany, co za blogerka ze mnie :DDD), zdecydowałam się na popularny produkt właśnie z Inglota w równie popularnym odcieniu 04 - jasny beż, bez różowych tonów. Kosztował 29 zł / pojemność 8 g, opakowanie okrągłe, puder prasowany z lusterkiem i gąbeczką. Myślę, że atrakcyjna cena i atrakcyjny kąsek. 

Minusa ma u mnie za wydajność, niestety. Używam pudru może 2 tygodnie a już dobijam do dna, co nieco mnie martwi. Jest ciężki, zdecydowanie, dobrze współpracuje z korektorem, jednak z podkładem już niekoniecznie, często tworzy wówczas niechciany efekt maski. Mi to odpowiada - w lato nie używam bowiem podkładów, czy fluidów, stawiam właśnie na duet - korektor + puder. 

Czasami podkreśla suche skórki, ale skóry nie wysusza. Zazwyczaj wygląda na twarzy przyjemnie i naturalnie. Ładnie stapia się ze skórą, dobrze kryje niedoskonałości, matuje na dobrych kilka godzin. Na pewno do niego wrócę i Wam również z czystym sumieniem go polecam! Miłego tygodnia! 

sobota, 14 czerwca 2014

Zakupy kosmetyczne

Przeznaczenie decyduje, kto pojawia się w naszym życiu, ale to Ty decydujesz, kto w nim zostaje. To jedne z mądrzejszych słów, które krążą sobie na facebooku. Ileż w nich prawdy! Ostatnie dni tak strasznie dały mi popalić, że stałam się chyba jakaś bardziej skłonna do refleksji, ale nie tyko. Zauważyłam też, że więcej planuję, śmielej mówię o swoich marzeniach i w zupełności w nie wierzę. Teraz takim drobnym marzeniem jest zagraniczny urlop we wrześniu i dalsza nauka. To drugie może brzmieć śmiesznie, bo edukacja po maturze to żaden problem jednak ja mam na myśli obrany kierunek, pójście prosto tam, gdzie chce :)

Dziś tak zupełnie na luzie chciałam Wam pokazać moje kosmetyczne zakupy. Mam nieco czasu, do pracy dopiero na 14! Jak dobrze się wyspać, na spokojnie pisać... Nie upolowałam zbyt wielu rzeczy, to były raczej skromne zakupy, trochę nieprzemyślane, takie na biegu.

Na pewno potrzebny był mi puder. W okresie letnim rzadko sięgam po podkład, raczej stawiam wyłącznie na mat, krycie czy wyrównanie odcienia skóry zupełnie pomijam, może też dlatego, że nie mam z tym większego problemu. Wybrałam tym razem puder marki Inglot (29 zł) w kolorze 04. Pierwsze wrażenia są jak najbardziej pozytywne! Matuje na wiele godzin, nie podkreśla skórek, opakowanie jest porządnie wykonane, posiada lusterko i gąbeczkę. Czego chcieć więcej?
od lewej eyeliner Inglot, kredka Manhattan

Do kasy powędrowałam też z eyelinerem tej samej firmy. Turkusowo-niebieski, letni, zupełnie nie "mój", ale coś mnie w nim zauroczyło. Kosztował 22 zł, a jego numer to 32.
W Rossmannie kupiłam tusz do rzęs Rimmel Accelerator (ok. 25 zł). Kiedyś podkradałam go siostrze i bardzo przypadł mi do gustu. Fajnie wydłuża i rozczesuje rzęsy :)
Zwieńczeniem kosmetycznych zakupów była kredka do powiek Manhattan khol kajal eyeliner w odcieniu Go Green 87Z. To przepiękna, butelkowa zieleń!
Zmuszona byłam też do zakupu nowej prostownicy. Jak na złość, wszystkie trzy się zniszczyły w tym samym czasie. Podążyłam najtańszą drogą i wzięłam sprzęt zaufanej marki Remington, Ceramic Slim 220. Zadowolona niestety nie jestem. Przyzwyczaiłam się do drogich prostownic, o niebo lepszych. Ta owszem, wygodna, elegancka jest, jednak nie prostuje włosów tak dobrze, jakbym sobie tego życzyła.


Jutro pokaże Wam, co wpadło nie do mojej kosmetyczki, ale szafy :) A na początku tygodnia będziecie mogły poczytać nieco o kosmetykach Aussie. Miłej soboty!



poniedziałek, 5 maja 2014

Wstydliwy, a jakże powszechny problem

Witajcie! Jestem po pierwszej maturze i moje wrażenia są skrajne. Nie było tak źle, ale nastawiona na wiersze, strasznie się przeliczyłam. Dostałam bowiem do wyboru "Potop" i "Wesele". Decyzja była prosta i padło na dramat Wyspiańskiego. Okrutnie jestem zawiedziona na samej sobie i nie wiem, co myślałam, twierdząc, że klasyka mnie ominie. W każdym razie - jestem dobrej myśli, chociaż czytanie ze zrozumieniem było zrozumiałe. Jutro matma, trzymajcie kciuki! Jeśli wśród Was są maturzyści - jestem z Wami i życzę Wam powodzenia. Oby po weselu poprawin nie było jednak :DDD
W wolnej chwili postanowiłam Wam napisać o rewelacyjnym gadżecie, który był dodatkiem do mojego prezentu. (:*) Niezwykle trafnym dodatkiem! Każdy kobieta powinna mieć to cudeńko w swojej torebce. Mężczyznom właściwie, też by się przydały. Bibułki matujące do twarzy Ingota nie zajmują wiele miejsca i są w estetyczny, eleganckim, czarnym, papierowym opakowaniu (się rozpisałam :D). Są bardzo cienkie i niestety łatwo je trochę powyginać, ale nie porwać. 
Sposób użycia jest banalny. Wystarczy jedną bibułkę przyłożyć do twarzy i chwileczkę poczekać. Dosłownie parę sekund. Nadmiar sebum osiądzie na bibułce (a ona zmieni kolor z białego na przezroczystą) i nasza twarz pozostanie matowa jak po zastosowaniu dobrego pudru. Przy tym - nie wysuszymy cery, ani w żaden sposób jej nie podrażnimy. Produkt jest w zupełności neutralny. 
Oczywiście, owego pudru nie zastąpią bibułki, ale w sytuacjach, gdy nie mamy czasu wywijać pędzelkiem po twarzy, warto po nie sięgnąć. Mi bardzo pomagały w pracy, kiedy to na przerwie musiałam w tempie ekspresowym przywrócić mą twarz do porządku. 
Zastanawiam się, czy nie wypróbować bibułek z innych firm. Może coś polecicie? 

sobota, 19 kwietnia 2014

Czarodziejska różdżka :)

Cześć! Korzystając z wolnego czasu, zacznę od rzeczy najistotniejszych. Od życzeń. Więc życzę Wam spokojnych, radosnych Świąt, spędzonych w ciepłej atmosferze. Zapomnijcie na tę chwilę o kompleksach, o problemach, o zawiści. Uśmiechajcie się, jedźcie, pijcie i żyjcie, jakbyście przenieśli się do bajki. 

Ja jestem na etapie sprzątania i pieczenia, ale postanowiłam zrobić sobie krótką przerwę i napisać o pewnym magicznym kosmetyku :) Zła jestem okrutnie, gdyż chyba schrzaniłam dwie blachy brownie..choć może ono musi porządnie odsiedzieć swoje w lodówce? W każdym razie, przechodzę do tematu. O prezentach pisać nie powinnam, jednak tym razem nie mogę się powstrzymać, bo jest on wart uwagi :)
odcień numer 28

Ona, nie on. To kredka do ust. Niby konturówka, niby szminka. Możemy jej używać na dwa sposoby. Ja używam jej na trzeci, w połączeniu z przezroczystym błyszczykiem. Jest matowa i dla mnie stanowi uosobienie najpiękniejszego odcienia różu. (Kinia - gust masz po mnie :DDD)

Niestety nie wiem, ile kosztuje, gdyż to prezent, ale Inglot jest raczej dostępny dla każdego pod tym kątem. Jakie są wady? Szminka jest dosyć tępa i nie tak łatwo ją rozprowadzić. Możemy mieć wrażenie, że nieco wysusza usta. Dlatego warto aplikować pod nią pomadkę ochronną. Jest jednak całkiem trwała, a do pigmentacji nie mam żadnego "ale". Opakowanie jest praktyczne i wygodne. 



Jak Wam się podoba moje, właściwie nie moje, odkrycie z Inglota? Może polecicie mi jeszcze jakieś fajne odcienie wpadające w fuksję? Miłego wieczoru i dużo uśmiechu :)


środa, 2 kwietnia 2014

Kosmetyczne Nowości

Cześć! Dzień jest piękny, aż chce się żyć! Niestety ja nie tryskam energią, nie czuję się radosna i nie mam ochoty wyjść z domu. Męczy mnie od kilku dni kiepski nastrój. Oby minął. Oby jak najszybciej, bo aż szkoda męczyć się w czterech ścianach, gdy wiosna daje się nam we znaki :)

Rzadko piszę. Nie mam czasu - pochłania go szkoła i praca, ale staram się. Kiedy widzę, że zrobiłam sobie tygodniową przerwę, wiem, że pora wrócić i na moment postawić bloga na pierwszym miejscu :) 


Ostatnio otrzymałam nowości od Flosleku i od Bell. Cieszę się, że mogę je przetestować, gdyż zapowiadają się naprawdę nieźle :) Do mojej kosmetyczki wpadły też kosmetyczne prezenty.
Cienie od Bell, które widziałam już na półce w Hebe :) Podoba mi się kompozycja delikatnych, lekkich odcieni z dwoma intensywniejszymi. 

Podkład również od Bell. Wybrałam odcień 02 i powiem szczerze, że jest dosyć ciemny. Zastanawiam się, czy nawet 01 nie byłby za ciemny dla typowej, jasnej karnacji. 
I wisienka na torcie, a właściwie brzoskwinka :DDD Przepiękny, pastelowy lakier :)

Inglot zajmuje sporą część mojego serca :D Mam do tej firmy ogromny sentyment i zawsze chętnie sięgam po ich produkty. Tym razem to dzięki mojej Kini (:*) coś nowego wpadło mi w ręce. 
Szminka, a zarazem konturówka w jednym. Bardzo podoba mi się jej odcień. Trochę fuksja, trochę nie. Na pewno delikatniejsza od tych, które już mam. Do tego matowa, idealna :)
Dostałam też bibułki matujące, które chodziły za mną od dłuższego czasu :D

I całkiem przyjemny bronzer z GR, również prezent :)))

A teraz kosmetyki od Floslek. Trochę ich jest :) Nowa wersja żelu arnikowego, seria Anti Acne i żel do higieny intymnej. 
Kosmetyki z serii Anti Acne - peeling enzymatyczny, pianka antybakteryjna i tonik. 

Uff :) To już koniec :) Trochę tych nowości się uzbierało! Za jakiś czas zapraszam na recenzję. Uciekam cieszyć się wolnym dniem i życzę Wam miłego popołudnia :)

wtorek, 28 stycznia 2014

Studniówkowe zakupy + o pracy i o kompleksach

Nigdy nie wiedziałam, że praca może w życiu pomóc. Nie, oczywiście, nie mam na myśli najzwyczajniej środków finansowych, mam na myśli ratunek psychiki. Praca właśnie mnie ratuje. Ratuje od złych myśli, od tęsknoty od tej cholernej bezczynności i wszystkich problemów, które, jak każdy normalny i myślący człowiek mam z samą sobą. Zbawienne zapieprzanie, nie słyszałam o tym, ale twierdzę, że takie zjawisko istnieje i właśnie mnie dotknęło. Oby szybko mnie nie opuściło i dalej tak pozytywnie wpływało. Jeśli systematycznie napotykacie na swych drogach emocjonalne dołki, polecam gdzieś się zatrudnić.

Inna sprawa.. jesteś zarozumiała, czy po prostu znasz swoją wartość? Jesteś wiecznie nadąsana, czy może często czujesz się niezrozumiana? Płaczka, czy może osoba wrażliwa? Dla każdego będziesz kimś innym, jednak warto pamiętać, że osoba, która kocha siebie kocha innych i nie dopatruje się w nich wad. Kompleksy, życiowe niepowodzenia zawsze przerzucamy na innych. Jeśli uśmiechasz się do lustra, uśmiechasz się do ludzi których mijasz dzień w dzień. Jedną z najgorszych rzeczy jakie mogą nam się przytrafić w życiu to toksyczna atmosfera, stwarzana przez ludzi niepewnych siebie, pesymistycznie nastawionych do całego świata. Ktoś czuje się brzydalem, totalną niedołęgą. Myślisz, że Twoje szczęście kogoś takiego uszczęśliwi? Nie. Taka osoba cieszy się, gdy czujesz się tak samo jak ona. Czasami wstyd mi za tę krytykę, która leci z moich ust. Wstyd mi, bo świadczy, że moja samoocena chwilami spada, szukam worków treningowych. Krótko mówiąc - ukazuję swoje słabości. Grunt to być tego świadomym, świadomym pochodzenia fal krytyki, na którą sobie pozwalamy.
studniówkowy obowiązek! :DDD
Kończę moją gadaninę i pokazuję Wam studniówkowe zakupy. To już takie resztki zakupów :) Musiałam zaopatrzyć się w nie w jeden dzień, gdyż później miałabym problem z czasem. Na blogu po weekendzie na pewno pojawi się makijaż studniówkowy i może jakieś zdjęcia stroju, zobaczę :)
w końcu trafił w moje ręce :) nie myślałam, że jest tak tani..spora tubka,a dokładnie 14 g kosztowała 24 zł
i torebka, w której się zakochałam :DDD wiem, wiem, nic zjawiskowego, ale przemówiła do mnie ta prostota, delikatny beż.. na pewno się polubimy :DDD

+ Informuję Was i zachęcam do odwiedzenia sklepów Calzedonia, gdyż są tam promocje nawet do - 50 procent. Dziś upolowałam całkiem niezłe jakościowo, kryjące rajstopy za niecałe 18 zł.

Miłego wieczoru! :)