
(nie wiem czemu tak wyszedł, ale podkład nie jest zmieszany z kremem, czy rozwarstwiony!)
Revlon PHOTOREADY (odcień 002 Vanilla) to według mnie świetna alternatywa dla sławnego Colorstay. Jest lżejszy i z pewnością zrobienie sobie krzywdy na twarzy w formie maski jest mało prawdopodobne. Posiada półpłynną konsystencję, szybko się rozprowadza. Kryje w stopniu średnim (ale myślę, że większość kobiet nie wymaga mocniejszego), więc na większe niedoskonałości, lub na przebarwienia proponowałabym jednak korektor (np. świetny z NYX'a).
Sam może nie być trwały i skóra skłonna do błyszczenia się na pewno nie będzie wyglądać dobrze. Z dopasowanym pudrem i korektorem tworzy zestaw niezastąpiony każdego dnia. Jego wykończenie dla mnie jest takie właśnie na co dzień. Delikatne, dziewczęce, naturalnie i w pozytywnym tego słowa znaczeniu - świecące. Nie każdy to lubi, więc wielbicielki perfekcyjnego matu, idealnej gładkości, stu procentowego krycia, zakup powinny porządnie przemyśleć. Colorstay kojarzy mi się z zimą, wielkimi uroczystościami lub geometrycznymi, czysto twórczymi makijażami. Ten natomiast to przywołanie wiosny, subtelności, całego tego czaru, który siedzi w kobiecie :)
mam chęć go wypróbować ;)
OdpowiedzUsuńSzkoda, ze z moja skora sobie nie poradzi...
OdpowiedzUsuńkolorek mi sie podoba, zaciekawiłaś mnie :D
OdpowiedzUsuńCiekawy, aczkolwiek u mnie może się nie sprawdzić, więc póki co - pozostaję przy Colorstay. :D
OdpowiedzUsuńkoloek najbardziej mój :) jak będę widziała na pewno kupię i wypróbuję na sobie:)
OdpowiedzUsuńKoniecznie kiedyś musze go przetestować ;)
OdpowiedzUsuńPóki co mam zapasy podkładu, ale jak wykończę chętnie po niego sięgnę! :)
OdpowiedzUsuń